 Plakat do filmu |
Gdybyśmy mogli zabrać na bezludną wyspę jedną ulubioną książkę, wiele osób wzięłoby z pewnością gigantyczną powieść J.R.R Tolkiena pt.
"Władca Pierścieni" 
. Jest to jedna z tych opowieści, do których można powracać wielokrotnie a każde kolejne spotkanie przynosi nowe doznania, nowe odkrycia, inne szersze spojrzenie na historię tam opowiedzianą.
Po wielu latach oczekiwania wreszcie zdecydowano się na pełną i wierną realizację filmu na podstawie "Władcy Pierścieni". Wszyscy, którzy mieli okazję zmierzyć się z książką, na film czekają z ogromną niecierpliwością. Na film czekają także ci, którzy książki nie czytali spodziewając się niezwykłego widowiska. Przed twórcami ogromne wyzwanie i jeszcze większa odpowiedzialność, ponieważ ekranizują opowieść niezwykłą. Pierwsze fragmenty filmu, które możemy oglądać w Internecie lub kinach wróżą temu przedsięwzięciu bardzo dobrze, ale na efekt musimy poczekać jeszcze jakiś czas.
Oto w największym skrócie przybliżam temat "Władcy Pierścieni", a w nim opowieść o Tolkienie, jego legendarnej książce oraz perypetiach związanych z jej ekranizacją.
J.R.R Tolkien
 J.R.R Tolkien |
John Ronald Reuel Tolkien był pierwszym dzieckiem Artura Tolkiena i Mabel Suffield. Rodzice pochodzili z okolic Birmingham, ale perspektywa pracy w Bank of Africa w Wolnym Państwie Orańskim sprawiła, że Artur (a rok po nim Mabel) opuścili Anglię. W 1891 roku odbył się ich ślub i w ten oto sposób John Ronald Reuel przyszedł na świat 3 stycznia 1892 roku w Bloemfontein w Południowej Afryce.
Klimat afrykański nie przypadł do gustu Mabel. W listach do rodziny pani Tolkien skarżyła się nie tylko na panujące upały, ale także na sposób, w jaki biali osadnicy traktowali swoich czarnych służących. W lutym 1894 roku na świat przychodzi Hilary, a John zaczyna chorować. Mabel decyduje się w kwietniu 1895 powrócić do Anglii. Wkrótce potem rodzinę Tolkienów dosięga pierwszy cios. W lutym 1896 roku, po ciężkiej chorobie umiera Artur. Rodzina Tolkienów przenosi się do małej miejscowości niedaleko Birmigham. W 1900 roku Mabel przechodzi na katolicyzm i zostaje wyklęta przez najbliższych. Takie traktowanie przez rodzinę wpływa niekorzystnie na stan jej zdrowia.
Już od wczesnych lat rodzeństwo Tolkienów zaczyna zgłębiać tajniki łaciny, francuskiego, angielskiego, rysunku i kaligrafii. Po kilku przeprowadzkach Tolkienowie zamieszkują nieopodal St Philips Grammar School, katolickiej szkoły założonej przez księży. Tam właśnie trafiają chłopcy, a rodzina Tolkienów zyskuje oddanego przyjaciela, ojca Francisa Morgana.
W listopadzie 1904 roku Mabel umiera, a chłopcy trafiają pod opiekę ojca Francisa, który odegra szczególną rolę w dalszym rozwoju zainteresowań Johna. Śmierć matki to dla chłopców kolejny i bardzo dotkliwy cios. Ronald coraz bardziej oddaje się nauce. Ogromną wagę przywiązuje do filologii klasycznej. Nauka greki i łaciny rozwija jego osobiste zainteresowania, czyli wymyślanie nowych języków. Nauka nie przysparza Tolkienowi specjalnej trudności. 3 stycznia 1913 roku John skończył 21 lat i wkroczył w dorosłe życie.
W 1914 roku wybucha I wojna światowa, przyjaciele Ronalda zaciągają się do wojska, on sam postanawia jednak najpierw skończyć szkołę. Rok później także Tolkien wstępuje do wojska i trafia do 13 batalionu Strzelców z Lancashire. Po przeszkoleniu oddział miał zostać przerzucony na front, więc John postanowił poślubić Edith, z którą związany był już od dłuższego czasu. Ślub odbył się 22 marca 1916 roku w kościele w Warwick. Kilka dni potem oddział Tolkiena trafia nad Sommę, gdzie rozegrała się jedną z najkrwawszych bitew w czasie wojny, to właśnie tutaj zginęło kilku jego najbliższych przyjaciół.
Podczas licznych wojennych rekonwalescencji, gdzieś w 1917 roku Tolkien zaczyna pisać "Księgę Zagubionych Opowieści". W tym samym roku rodzi się pierwszy syn Tolkienów John. Drugi syn Michael przychodzi na świat w 1920, a trzeci Christopher w 1924 roku. Czwarte dziecko Johna i Edith, córka Priscilla, rodzi się w 1929 roku.
Po wojnie Tolkien zaczyna nauczać języka angielskiego na uniwersytecie w Leeds, a już cztery lata później otrzymuje tytuł profesora. W 1925 roku Tolkien wybrany zostaje na stanowisko profesora języka i literatury staroangielskiej w Oksfordzie. Staje się jednym z najsłynniejszych filologów a swoją pracę wykonuje z wielkim zapałem. W 1926 roku po raz pierwszy spotyka Clivea Staplesa Lewisa, z którym połączy go długoletnia burzliwa przyjaźń. W 1928 roku dla swoich synów zaczyna pisać bajkę o Hobbitach, a fragmenty sukcesywnie czyta grupie swoich przyjaciół. W ten sposób książka zyskuje grono zwolenników, którzy namawiają Tolkiena do jej publikacji.
W 1936 roku decyduje się na publikację i w ten sposób przygody Bilba stają się handlowym sukcesem. Poproszony przez wydawcę Stanleya Unwina Tolkien zaczyna pisać nową książkę o przygodach niziołków, którą później świat pozna jako "Władcę Pierścieni".
Po odejściu na emeryturę w 1959 roku Tolkien wraz żoną mieszkają pod Oksfordem. John Ronald Reuel Tolkien zmarł 2 września 1973 roku. Pochowano go na cmentarzu katolickim w Oksfordzie obok żony, która umarła w 1971 roku. Pozostały książki, w tym ta jedna, która przeszła do historii światowej literatury i w niejednym domu zajmuje szczególne miejsce.
Książka

Książka (a dokładniej rzecz ujmując trzy książki), którą dziś znamy jako "Władcę Pierścieni" rodziła się w ogromnym "bólach". Wszystko zaczęło się jednak od "Hobbita", w którym Tolkien opowiedział historię wyprawy Bilba Bagginsa z trzynastoma krasnoludami przez rozległe tereny Śródziemia do Samotnej Góry. Tam Bilbo i krasnoludy wykradają skarb zrabowany przez smoka Smauga. To właśnie w tej książce poznajemy Gandalfa, Golluma i Pierścień. Ale myliłby się ten, kto uważa, że świat stworzony w "Hobbicie" to pierwsza próba ukazania Śródziemia. Gdzieś w 1917 roku po raz pierwszy mistrz zaczyna tworzyć swoją opowieść. Zaczyna pisać "Księgę Zaginionych Opowieści", której części znajdą się w przyszłości w książce pt. "Silmarillion".
Wróćmy jednak do "Hobbita". Historie wymyślane przez Tolkiena przeznaczone były dla jego dzieci, ale z czasem zyskały ogromne uznanie znajomych, którzy nakłaniali pisarza do wydania tych opowieści w formie książki. Manuskrypt gotowy był w 1932 roku, ale książka ukazała się w księgarniach dopiero w 1936 roku. Tolkien miał ogromne trudności ze znalezieniem osób gotowych zaryzykować. Dopiero wydawnictwo Unwin zainteresowało się książką. Jak głosi legenda, właściciel firmy Stanley Unwin dał do recenzji "Hobbita" swojemu 10-letniemu synowi. Od jego reakcji uzależnił wydanie książki. Jak nie trudno się domyślić Rayner był "Hobbitem" oczarowany. Książka okazała się sukcesem wydawniczym. Stanley Unwin poprosił Tolkiena o napisanie kontynuacji. Był rok 1936.
Wydawnictwo liczyło na kolejną krótką książeczkę. Tymczasem Tolkien zaczął tworzyć dzieło ogromne. Warto wspomnieć, że w tym czasie pisarz złożył w wydawnictwie "Silmarillion", ale książka została odrzucona. W grudniu 1937 roku powstają pierwsze rozdziały książki, którą później poznamy jako "Władcę Pierścieni". W 1938 roku jest już gotowych 12 rozdziałów nowej książki, ale nad Europą unosi się groźba wybuchu wojny. W 1939 roku Tolkien ma gotowych 16 rozdziałów, ale wybuch wojny spowalnia pracę nad powieścią. Zresztą sam pisarz za każdym razem, gdy sięga do gotowych rozdziałów, zmienia je radykalnie. Znikają bohaterowie, pojawiają się nowi, a z nimi nowe miejsca akcji. Książka rodzi się bardzo powoli. Gotowe fragmenty "Władcy Pierścieni" autor wysyła do syna stacjonującego w czasie II wojny światowej w jednostkach RAF w Afryce. Christopher po wprowadzeniu swoich poprawek odsyła rękopisy z powrotem do Anglii.
Przez wiele lat zastanawiano się, czy wojna miała wpływ na książkę i jej bohaterów? Sam Tolkien stanowczo temu zaprzeczał w przedmowie do "Władcy...".
W 1949 roku książka wydawała się skończona, ale Tolkien bez przerwy wprowadzał liczne poprawki, a przede wszystkim pracował nad załącznikami, z którymi nie mógł sobie poradzić. Dopiero w 1954 roku opublikowane zostają dwa pierwsze tomy "Władcy Pierścieni", rok później wydany zostaje "Powrót Króla". W ciągu pierwszych sześciu tygodni sprzedano trzy i pół tysiąca nakładu i szykowano dodruk. Prawie równolegle obok angielskiego wydania ukazało się amerykańskie. Dzieło zostaje ukończone, ale sława miała dopiero nadejść.
W 1961 roku ukazało się polskie tłumaczenie "Władcy Pierścieni" (trzecie na świecie). Nakład pierwszego wydania wynosił 10 tys. egzemplarzy; wznowień nie było, a w owych czasach nie praktykowano w Polsce dodruków według zapotrzebowania rynku. A było ono ogromne - książka rozeszła się niemal natychmiast, następnie była jedną z najczęściej kradzionych z bibliotek. I tak dobrze, że "Władca Pierścieni" zmieścił się w swoistej "luce" gomułkowszczyzny, gdy dość łatwo było przemycić przez cenzurę rzecz z pozoru niepolityczną; po 1968 r. i "kontrkulturowym" boomie Tolkiena na Zachodzie na wznowienie nie było szans. Nowe wydanie zaczęto przygotowywać ok. 1978 r., jednak ujrzało ono światło dzienne dopiero w 1981 r. Jego nakład wyniósł 40 tys., wznowień i dodruków także nie było. Dopiero w 1990 r. Czytelnik wraz z CIA-Books/SVARO wznowił "Władcę Pierścieni" w kieszonkowym formacie i masowym nakładzie (wg nieoficjalnych danych - 200 tys.). Była to jednak wierna - choć zmniejszona - reprodukcja drugiego wydania. Jest to więc podstawowe wydanie, które długo jeszcze pozostanie najbardziej rozpowszechnionym w naszym kraju.
Z okazji zbliżającego się końca XX wieku nie brakowało plebiscytów na najpopularniejsze książki. Z końcem 1996 roku sieć księgarni Waterstones i program czwarty radia BBC ogłosiły swój plebiscyt. Należało podać 5 najwspanialszych książek XX wieku. Zagłosowało 26 tys. czytelników 5 tys. zagłosowało na "Władcę Pierścieni". (Tolkien wygrał we wszystkich regionach Wielkiej Brytanii z wyjątkiem Walii, gdzie zwyciężył "Ulisses" Jamesa Joicea). Książka Tolkiena pokonała "Rok 1984" Orwella. Na trzecim miejscu znalazł się "Folwark zwierzęcy", na czwartym "Ulisses". W 1996 roku w sondażu Folio Society udział wzięło 10 tys. czytelników wygrał "Władca Pierścieni". Pokonał m.in. "Dumę i uprzedzenie" Jane Austen.
Program telewizyjny Bookworm (Mól książkowy) w 1997 roku uznał "Władcę Pierścieni" za najlepszą książkę. 1999 rok w dzienniku Daily Telegraph czytamy o plebiscycie przeprowadzonym przez firmę Nestlé tutaj "Władca Pierścieni" zajmuje drugie miejsce. Jednak na pierwszym miejscu pojawiła się Biblia! W polskim "Kanonie na koniec wieku" "Władca Pierścieni" znalazł się na miejscu 13. (359 głosów). Dwadzieścia pięć zwycięskich tytułów opublikowało później Porozumienie Wydawców. W plebiscycie Polityki na najwybitniejszego pisarza stulecia Tolkien znalazł się na 31. miejscu (455 głosów z 5707) i zdystansował m.in. Stephena Kinga, Georgea Orwella, Herberta G. Wellsa, Fiodora Dostojewskiego i Philipa K. Dicka.
Legenda
 Rysunek Alana Lee |
W 1954 roku książka była już w księgarniach, ale o ogromnej sławie nie było jeszcze mowy. Nie brakowało oczywiście zachwytów, ale odzywały się także głosy krytyki. Sam Rayner Unwin (pamiętacie, recenzował "Hobbita" jako 10-letni brzdąc), który kierował wydawnictwem, uważał, że książka jest świetna, ale się nie sprzeda. Wszyscy mieli trudności z jej zakwalifikowaniem. Dla dzieci za brutalna, dla dorosłych zbyt bajkowa.
Między 1954 a 1966 rokiem w samej tylko Anglii ukazało się kilka edycji "Władcy". Książka została przetłumaczona na holenderski (1956), szwedzki (1959), polski (1961 genialna robota Marii Skibniewskiej), duński (1968), niemiecki (1969), włoski (1970), francuski (1972), japoński (1972), fiński (1973), norweski (1973), portugalski (1974). Potem było jeszcze wiele innych tłumaczeń np. hebrajskie, węgierskie, hiszpańskie, islandzkie, rosyjskie. Popularność, jaką zyskiwał Tolkien, była zaskoczeniem nie tylko dla jego wydawców, ale także dla niego samego. Nagle okazało się, że pisarz i świat przez niego stworzony mają ogromną rzeszę wielbicieli. Do Tolkiena zaczęły napływać ogromne ilości listów, fani dzwonili na uczelnię. Tolkien na początku odpowiadał na wszystkie listy, ale z czasem stało się to dla niego ogromnym ciężarem. W 1959 roku Tolkien odchodzi na emeryturę, a jego sława stale rośnie.
Książki zmieniły życie Tolkiena, z poważnego naukowca stał się on obiektem prawdziwego kultu. Przyjmował to z humorem, chociaż wiek i uciążliwość dowodów sympatii mogły mu się dawać we znaki. Sława i pieniądze przyszły na tyle wcześnie, iż mógł się nimi jeszcze cieszyć, i na tyle późno, że mógł się temu wszystkiemu przyglądać z pobłażliwością charakterystyczną dla wieku dojrzałego. Nie oznacza to wcale, iż nie zaznał trosk - w 1963 roku zmarł C. S. Lewis, ubywało także jego rówieśników na uczelni. Znosił tego typu pożegnania bardzo źle - wydany w 1967 roku "Kowal z Podlesia Większego" jest poetyckim zapisem refleksji człowieka przeczuwającego nadchodzące osamotnienie.
Tak wkroczyliśmy w lata 60. - w czas wolnej miłości i hippisów. Dla tego pokolenia Tolkien był niemal Bogiem. Studenci spacerowali wtedy po uczelniach z dwiema książkami: tybetańską Księgą Zmarłych lub "Władcą Pierścieni". W 1965 wydana zostaje bezprawnie kieszonkowa wersja książki Tolkiena. Wydawnictwo Unwin kieruje sprawę do sądu i wygrywa sprawę. To tanie, broszurowe wydawnictwo wywołuje niezwykłą eksplozję zainteresowania książką i samym Tolkienem. W 1966 roku w Ameryce powstaje Stowarzyszenie Tolkienowskie.
Po śmierci Tolkiena spuściznę przejął Christopher. W 1977 roku ukazał się "Silmarillion", a potem kolejne opowieści ze Śródziemia. Po śmierci Tolkiena ukazało się znacznie więcej jego tekstów literackich niż za jego życia. Duża część z nich jest dostępna w polskich tłumaczeniach.
Filmowe perypetie

Zaraz po wydaniu książki pomyślano o jej sfilmowaniu i od razu widziano w tym materiale ogromne zagrożenia. Jak na ekranie kinowym można było pokazać pełen świat stworzony przez Tolkiena? Technika filmowa stała wtedy na niskim poziomie rozwoju i wiarygodne odtworzenie przygód Froda oraz jego przyjaciół było raczej niemożliwe. Chyba, że weźmiemy pod uwagę technikę animacji, która w połowie lat 50. przeżywała swój rozkwit za sprawą filmów Disneya.
W 1957 roku z Tolkienem skontaktowali się Al Brodax, Morton Gary Zimmerman i Forest J. Ackerman, którzy przedstawili mistrzowi pomysł na realizacje animowanego filmu na podstawie "Władcy Pierścieni". Tolkien poddał śmiałków próbie i strasznie rozłościła go ich słaba znajomość realiów Śródziemia. W dodatku trzej twórcy przedstawili pisarzowi pewne planowane zmiany w filmie. Pomysł, by hobbici wędrowali używając orków, a nie swoich krótkich nóżek, przelał czarę goryczy. Pierwsza próba ekranizacji książki dobiegła końca. Lecz śmiałków próbujących zmierzyć się z powieścią nie brakowało. Na początku lat 70. o realizacji filmu myślał John Boorman, dziesięć lat później z tych marzeń powstała stylowa opowieść o królu Arturze pt. "Excalibur".
Pod koniec lat 70. Ralph Bakshi, uznany twórca filmów animowanych, postanowił w swoim stylu zekranizować "Władcę Pierścieni". Tak więc technika animacji przeplatana była ze wstawkami fabularnymi, a film okazał się totalną klapą, nawet dla mało wybrednej publiczności. Bakshi przeniósł na ekran tylko część powieści. Na ekranizację pozostałej części powieści producenci nie wyłożyli już pieniędzy. Dziś w wypożyczalniach kaset wideo można odnaleźć ten film, który może być dla wielkich fanów orężem w walce przeciwko ekranizacji książek Tolkiena. Niestety dwaj twórcy Arthur Rankin i Jules Bass zdecydowali się pociągnąć ten temat i powstał, mało znany na szczęście, film na podstawie "Powrotu Króla" oraz "Hobbit". Te dwa filmy omijane są szerokim łukiem nawet przez zagorzałych fanów tematu.
Blisko ekranizacji "Władcy Pierścieni" był sam George Lucas, ale z jego planów wyszedł... "Willow", film ocierający się nieznacznie o klimat prozy Tolkiena. O filmie myślał Francis Ford Coppola, ale sił starczyło mu tylko na "Draculę". Wydawało się, że wreszcie przyszedł czas na hollywoodzką wysokobudżetową ekranizację wielkiej książki.
Tymczasem prawa do ekranizacji książki posiadał cały czas Saul Zaentz, ten sam, który wydał pieniądze na "Władcę..." autorstwa Ralpha Bakshi. Ale Saul Zaentz znany jest też jako producent tak znakomitych filmów, jak: "Lot nad kukułczym gniazdem", "Amadeusz", "Nieznośna lekkość bytu" i "Angielski pacjent" (w sumie trzy Oscary za najlepszy film i nagroda Irvinga G. Thalberga dla najlepszego producenta).
Musiało minąć 20 lat, by ten znakomity producent (rozsmakowany w pracy nad filmowymi wersjami wspaniałych książek i sztuk teatralnych) raz jeszcze zechciał zmierzyć się z prozą Tolkiena. 28 lutego 2001 roku Zaentz skończył 80 lat, przy "Władcy Pierścieni" postanowił sprawować nadzór tylko jako executive producer. Produkcję i realizację filmu powierzono ludziom znacznie młodszym i znającym lepiej potrzeby współczesnej widowni kinowej. Także technika osiągnęła poziom, który umożliwiał ukazanie w pełni świata stworzonego we "Władcy Pierścieni", ale od początku wiadomo było, że prace nad filmem pochłoną nie małe pieniądze. Oto przyszedł najlepszy czas, by ukazać światu pełną wersję opowieści opisanej przez J.R.R Tolkiena.
Początkowo powstać miał równocześnie "Hobbit" i "Władca Pierścieni", ale pomysł ten odrzucono. Potem wymyślono, że "Władca Pierścieni" składać się będzie z dwóch filmów, ale i ten projekt upadł. W końcu zdecydowano, że powstaną trzy filmy a zdjęcia do nich realizowane będą równocześnie. Początkowy koszt produkcji oceniono na 180 milionów dolarów (za trzy filmy). Film realizowany jest w wytwórni New Line Cinema, dla której jest to największy projekt w historii.
W 1997 roku ogłoszono nazwisko reżysera, któremu powierzono realizację filmu był to Peter Jackson. Pierwsze reakcje fanów książki i branży filmowej były dość sceptyczne. Zastanawiano się, dlaczego realizacje tak dużego projektu powierzono tak mało znanemu twórcy. Kinomani pamiętali najbardziej filmowy niewypał tego twórcy pt. "Przerażacze", ale przypominano także jego film pt. "Niebiańskie istoty", który przyniósł mu spore uznanie krytyków i widzów. Przez długi czas Jackson musiał odpierać ataki fanów książki Tolkiena. Liczne wywiady upewniły miłośników, że Jackson to człowiek bardzo dobrze znający realia książki i podchodzący do tematu "Władcy Pierścieni" z należytym szacunkiem. Jackson ma oczywiście swoją wizję filmu. Zresztą sam przyjął funkcję współscenarzysty i współproducenta, co umożliwi mu sprawowanie kontroli nad kształtem filmu. Fanów najbardziej cieszy fakt, że projekty koncepcyjne do filmu zrobili Alan Lee i John Howe, najlepsi ilustratorzy książek Tolkiena. Film ma mieć podobno ton bardziej historyczny ("Braveheart") niż fantastyczny ("Legenda").
Oto kilka przykładów zmian naniesionych przez Jacksona i jego zespół. Toma Bombadila nie będzie. Wypadł on już w pierwszej wersji scenariusza jako zdecydowanie "niemedialny". Pociąga to za sobą nieuchronną konsekwencję w postaci cięć scenariuszowych pierwszej części wypada całkiem spory kawałek książki. Zdecydowano się ponadto na pewne skróty, ale i restrospekcje tak, by film był zrozumiały nie tylko dla tych, którzy przeczytali książkę. Kolejną zmianę - w stosunku do pierwowzoru - stanowi poważna rozbudowa postaci kobiecych (Arwena) do rozmiarów postaci pierwszoplanowych. Dowody tego znajdziemy już dziś w obu oficjalnych trailerach. Innym szatańskim posunięciem producentów jest zamiana pary Gimli Legolas w duet komiczny, niewątpliwie wzorowany na parze robotów z Gwiezdnych Wojen.
Wszyscy uważają, że znakomicie dobrani zostali aktorzy grający we "Władcy Pierścieni". W filmie wystąpią: Elijah Wood (Frodo Baggins), Sean Astin (Samwise Gamgee), Billy Boyd (Peregrin Tuk), Dominic Monaghan (Meriadok Brandybuck), Ian Holm (Bilbo Baggins), Viggo Mortensen (Aragorn), Ian McKellen (Gandalf), Christopher Lee (Saruman), Cate Blanchett (Galadriela), Hugo Weaving (Elrond), John Rhys-Davies (Gimli), Liv Tyler (Arwena), Sean Bean (Boromir), John Noble (Denethor), Karl Urban (Eomer), Miranda Otto (Eowina), David Wenham (Faramir), Brad Dourif (Gadzi Język), Andy Serkis (Gollum), Orlando Bloom (Legolas), Bernard Hill (Theoden).
Hobbitów zagrali normalni ludzie a ich niewielki wzrost ma być wygenerowany komputerowo. Role krasnoludów odgrywali ludzie karłowaci. Postacie elfów uzyskane zostały za pomocą charakteryzacji.
Zdjęcia do "Władcy Pierścieni" w całości realizowane były w Nowej Zelandii. Po pierwsze znaleziono tutaj wspaniałe plenery, niemal wyciągnięte z książek Tolkiena, w dodatku koszty produkcji były tutaj znacznie mniejsze niż np. w USA lub Europie.
Z najnowszych doniesień wynika, że budżet filmu został znacznie przekroczony i osiągnął kwotę 270 milionów dolarów. Zdjęcia do filmu zakończyły się 22 grudnia 2000 roku po 15 miesiącach pracy i 274 dniach zdjęciowych. Z tej okazji odbył się uroczysty bankiet, który kosztował podobno 44 tysiące dolarów. Stawiła się cała ekipa, która liczyła 2400 osób oraz 600 zaproszonych gości.
Arkadiusz Grzegorzak w kwietniowej "Nowej Fantastyce" podsumował realizację filmu. Oto niektóre informacje:
- przy kręceniu bitwy na Polach Pelennoru statystowało 250 koni i 800 ludzi, a w scenach zbiorowych pomagała nowozelandzka armia
- zaangażowano 20 tysięcy statystów
- ekipa liczyła ponad 300 osób
- w pierwszym filmie znajdzie się ok. 1200 ujęć trikowych
- WETA Digital opracuje efekty do wszystkich części do końca 2002 roku
- do wygenerowania scen zbiorowych wykorzystane zostanie oprogramowanie Massive autorstwa firmy WETA, zdolne do animowania tysięcy postaci jednocześnie
Z nagranej na planie filmowym ścieżki dźwiękowej jedynie 2 proc. zostanie wykorzystane w filmie, gdyż głosy aktorów zakłócały hałasy pracujących maszyn do wytwarzania dymu i... przelatujące nad planem samoloty z ciekawskimi fanami.
Wiele obaw budzi polski przekład filmu. Według informacji, których udzielił nam dystrybutor filmu, podstawą tłumaczenia filmu będzie przekład Marii Skibniewskiej, a konsultantem merytorycznym filmu został Marek Gumkowski, redaktor większości wydań książek Tolkiena w Polsce.
 John-Rhys Davies |
O realizacji filmu z wielkim entuzjazmem wypowiadają się aktorzy. John-Rhys Davies, odtwórca roli Gimlego, powiedział: -
To będzie największa seria filmowa wszech czasów. Wybór aktorów do książkowych postaci jest niezwykły! Spojrzycie tylko na każdego z tych ludzi i od razu będziecie wiedzieć, kto jest kim. (O Peterze Jacksonie) -
Nigdy wcześniej nie spotkałem ani nie pracowałem z reżyserem o większych predyspozycjach do reżyserowania superprodukcji niż Peter Jackson. Inny z aktorów, Billy Boyd (gra w filmie Pippina), dodaje: -
To było niesamowite. Pobyt w Nowej Zelandii przez prawie półtora roku był zupełnie niewiarygodny. Kręciliśmy w miejscach, gdzie jeszcze nigdy wcześniej nie pojawiła się kamera, a nawet tam, gdzie stopa człowieka nie stanęła od setek lat. Helikopter zabierał nas na szczyty gór - to była niesamowita przygoda! (O dialogach) -
Dialogi są inne niż w zwykłych filmach, bo to przecież inny świat. Wiele wziętych zostało prosto z powieści i świetnie wkomponowanych w scenariusz dzięki pracy Fran, Phillipy i Petera.
Zainteresowanie filmem rośnie z każdą chwilą. Oficjalna strona internetowa filmu www.lordoftherings.net cieszy się ogromną popularnością. Tylko w ciągu pierwszej doby pierwszy oficjalny zwiastun filmu obejrzało 1,5 miliona osób. Do 10 kwietnia stronę tę odwiedziło już 350 milionów ludzi.
Inną sprawą są w filmie efekty specjalne. Zadanie stojące przed Wetą jest niezwykłe: aby opracować komputerowo 1300 ujęć (we wszystkich trzech częściach) firma przetworzy około 100 terabajtów danych! Zarządzanie tak ogromną bazą danych powierzono oprogramowaniu Media 360 firmy Informix. Sprzęt komputerowy przy takim zadaniu musi być najwyższej jakości, stąd niemalże całe wyposażenie Wety stanowią komputery firmy SGI. Dwie maszyny serii Origin 2000 służą jako serwery plików, zaś do generowania grafik przeznaczone są komputery SGI 1200 Linux z 32 procesorami (docelowo ma pracować 200 procesorów). Graficy wykorzystują głównie stacje graficzne Octane (system operacyjny Irix), choć jest też 25 komputerów z systemem Linux.
Niezwykle istotną rolę w procesie komputerowej obróbki odgrywają trzy techniki: animacja trójwymiarowych postaci baśniowych stworów (m.in. Gollum będzie postacią całkowicie cyfrową) z wykorzystaniem systemów przechwytywania ruchu, generowanie tłumów oraz tzw. efekty kompozycyjne. Większość prac z zakresu 3D jest wykonywana w programie Maya Unlimited firmy Alias Wavefront, który już od dwóch lat rozbudowują specjaliści z Wety. Niezwykle istotne jest przechwytywanie ruchu aktorów, które wykonuje studio Giant Studios. Pozwala ono szybko animować wirtualne monstra. Studio używa sprzętu firmy Biomechanics. Aktorzy ubrani w kombinezony z białymi markerami są obserwowani przez kilkanaście kamer, a odpowiednie oprogramowanie pozwala na podstawie sfilmowanych sekwencji odtworzyć ruch postaci. Opracowaliśmy całą bibliotekę oprogramowania przeznaczonego do przetwarzania i produkcji ruchu postaci trójwymiarowych - mówi Matt Madden z Giant Studios.
Wielkie sceny batalistyczne powstają również wyłącznie w komputerze. Wszystkie filmy wymagają stworzenia dziesiątków tysięcy cyfrowych statystów i potworów, które muszą wyglądać wiarygodnie na ujęciach z żywymi aktorami - mówi Charlie McCellan, nadzorujący efekty wizualne w firmie Weta. W jednym z ujęć, w którym zobaczymy sześciotysięczną armię orków, w rzeczywistości występowało zaledwie 175 statystów. Do animacji tłumów wykorzystywane jest własne oprogramowanie Wety, noszące nazwę Massive. Wszystkie uzyskane na planie filmowym elementy oraz obrazy wygenerowane w komputerze są składane w procesie tzw. kompozycji w jedną klatkę. Proces ten odbywa się z wykorzystaniem systemu Inferno firmy Discreet oraz oprogramowania Shake.
Ogólnoświatowa premiera filmu będzie miała miejsce 14 grudnia w Londynie. 19 grudnia film wejdzie na ekrany kin amerykańskich, a chwilę potem pojawi się w innych krajach. Nasza premiera uzależniona jest od przyjazdu do Polski twórców filmu i nastąpi to najpóźniej 2 lutego 2002 roku.
Podsumowanie
Są książki, filmy i muzyka, które kształtują człowieka. Gdy "Władca Pierścieni" trafia w odpowiednim czasie w ręce młodego człowieka, szukającego swojego miejsca na Ziemi, na zawsze może zmienić jego sposób pojmowania świata.
O tym, że Tolkien to genialny pisarz, mogą zaświadczyć miliony czytelników. Jednak pojawienie się filmu już na zawsze zmieni podejście do książki. Od tej pory powieść zejdzie na drugi plan, a film będzie encyklopedią wiedzy o Śródziemiu przynajmniej dla osób, dla których książki to przeżytek.
Podziękowania
Największe podziękowania za pomoc w stworzeniu tego tekstu należą się osobom pracującym w Sekcji Tolkienowskiej Śląskiego Klubu Fantastyki, którzy prowadzą pod adresem www.parmadili.w.pl wspaniałą stronę poświęconą Tolkienowi.