DVD - recenzja
Kobiety pragną bardziej
Paweł Woszczyna , 28 września 2009 "Kobiety pragną bardziej" okazały się jedną z najpopularniejszych komedii romantycznych tego roku. Co prawda złośliwi twierdzą, że głównie dzięki temu, że wyświetlana była w okresie Walentynek, jednak śmiało można powiedzieć, że nie tylko dzięki temu, bo film po prostu bardzo dobrze broni się sam.
Obraz, za którego produkcję odpowiadają ludzie, którzy wcześniej przewinęli się na planie serialu "Seks w wielkim mieście", posiada interesującą strukturę łączą kilka różnych wątków opowiadających o ludziach po trzydziestce. Te na pozór różne osoby łączy pragnienie znalezienia miłości lub odnalezienia się w niej. Co ważne, nie każda z opowiadanych historii jest tutaj słodka, urocza i zakończona happy endem. W zasadzie to można wręcz powiedzieć, że do każdej z nich dołożona została przynajmniej garść goryczy. Pierwsze skrzypce gra tutaj historia na pozór przebojowej Gigi (Ginnifer Goodwin), która jednak, jak się bardzo szybko okazuje, nie potrafi skupić się na niczym więcej, jak na oczekiwaniu na telefon od nowopoznanego faceta. Oczekiwaniu na telefon, który nigdy się nie odezwie. Kolejny wątek to historia Beth (Jennifer Aniston) i Neila (Ben Affleck) - na pozór szczęśliwej pary, w której jednak szybko pojawi się problem wywołany małżeńskimi zapędami Beth. Delikatnie rzecz ujmując Neil nie podziela jej entuzjazmu. Zdecydowanie najbardziej poruszającą i dramatyczną jest opowieść poświęcona Janine (Jennifer Connelly) i Benowi (Bradley Cooper), którzy tworzą szczęśliwą parę do czasu, gdy Ben spotyka początkującą piosenkarkę (Scarlett Johansson). Spotkanie z nią zmieni jego życie, a nieumiejętność podjęcia sensownej decyzji doprowadzi do sytuacji, w której będzie mógł stracić wszystko, na czym kiedyś mu zależało. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze malutki - ale niezwykle udany i zabawny - wątek Mary (Drew Barrymore), która czuje się trochę jak analogiczna kobieta w cyfrowym świecie, przez który zdaje się być co najmniej onieśmielona.
Twórcy starali się w tym filmie obalić pewne schematy. Jednak niestety ten mocny, ostry pazur obyczajowy wymierzony przeciwko społeczeństwu patriarchalnemu, w którym wychowane były główne bohaterki, udało się utrzymać jedynie przez kilkanaście pierwszych minut. Później wszystko staje się coraz bardziej stonowane - żeby nie powiedzieć ugrzecznione - i tylko co jakiś czas pojawia się ostry, celny żart o zabarwieniu społeczno-obyczajowym. Szkoda, że nie wykorzystano w pełni potencjału, jaki tkwił w krytyce patriarchatu i szowinizmu - trochę zaprzepaszczone szanse na stworzenie czegoś więcej niż tylko bardzo dobrego kina rozrywkowego, którym "Kobiety pragną bardziej" bez wątpienia są.
A żeby potwierdzić, że takim kinem faktycznie są, to wystarczy wspomnieć choćby o świetnych, krótkich epizodach Drew Barrymore, w których w niezwykle komiczny sposób mówi na przykład o tym, jak dostaje kosza od siedmiu różnych technologii. Ponadto spore wrażenie robią dobre kreacje aktorskie, z których na pierwszy plan wybija się Scarlett Johansson, jako uwodzicielka femme fatale niczym we "Wszystko gra. Absolutnie fantastyczna jest także Jennifer Connelly, której postać przechodzi metamorfozę od kobiety w pełni zrealizowanej do coraz bardziej umęczonej, zrezygnowanej i sfrustrowanej podłością życia. Dobry jest także Ben Affleck, jako czuły anty-macho. Rozczarowuje jednak Aniston, która wypada bardzo blado.
"Kobiety pragną bardziej" są doskonałą komedią romantyczną, która może przypaść do gustu nie tylko paniom, ale i panom. Sporo zasługi w tym mają poruszane problemy, które są uniwersalne, prawdziwe i tak samo zabawne dla obu płci. Bardzo dobre kreacje aktorskie, spora dawka humoru oraz umiejętnie wplecione wątki dramatyczne są dodatkowymi atutami. Poza tym, co ważne, po seansie pozostajemy w dobrym, pozytywnym nastroju, a jeśli tak się dzieje, to znaczy, że czar filmu zadziałał i obraz spełnił swoją rolę, jako kina rozrywkowego.
Wydanie DVD
Dźwięk i obraz bardzo dobre. Do wyboru polska wersja lektorska lub wersja z napisami. Dodatkowo na płycie znalazły się jedynie usunięte sceny, które możemy obejrzeć w oryginalnymi głosami lub z komentarzem Bena Kwapisa. Czternaście minut dodatkowych scen stanowi największą gratkę dla fanów Scarlett, gdyż wprowadzają całą historię jej filmowej matki, która została wycięta z finalnego produktu, a także poszerzają jej skomplikowane relacje z Conorem. Dodatkowym smaczkiem będzie zaś scena, w której aktorka wykonuje piosenkę "Last Goodbye". Pierwsza z dwóch ostatnich dodatkowych scen poszerza tło związane z randką Gigi z kolegą Alexa. Ostatnia zaś scena stanowi alternatywną wersję spotkania Mary i Conora - wersja ostateczna, która znalazła się w filmie jest zdecydowanie lepsza.