Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się lub zarejestruj
Stopklatka.pl - Internetowy Serwis Filmowy - Film Kino DVD Wideo Program tv Repertuar kin Konkursy - Dobra Strona Filmu
    
Strona główna » Katalog » 

Film

Masz uwagę lub sugestię dotyczącą serwisu? Napisz »

Toy Story


moja ocena:
Autor: Lech Moliński, Stopklatka.pl, 8 stycznia 2010

„Toy Story” wiecznie młode



Lata mijają, postęp technologiczny galopuje z szaleńczą prędkością, czego najwyrazistszym exemplum „Avatar” Jamesa Camerona, w każdym sezonie powstają nowe animacje komputerowe, które zapełniają sobą sale kinowe. Jednak każdy, kto choć raz trafił do świata wykreowanego w „Toy Story”, chce tam wracać. Nadarza się ku temu okazja – przed premierą trzeciej części cyklu do dystrybucji ponownie trafia klasyk z 1995 r.

„Toy Story” stanowiło przełom, bo mieliśmy do czynienia z pierwszą wygenerowaną komputerowo pełnometrażową animacją. Było to również dziewicze spotkanie z dużym ekranem firmy Pixar, po dziś dzień pozostającej synonimem najwyższej jakości w filmie animowanym. Założone przez Steve’a Jobsa w 1986 r. studio fenomenalnymi przygodami kowboja Chudego i kosmonauty Buzza podreperowało stan konta Walt Disney Company, dystrybutora filmu. 24 stycznia 2010 r. to data, kiedy mijają cztery lata od przejęcia przez Disneya pakietu kontrolnego akcji Pixara. Jednak kierowana przez Johna Lassetera ekipa pasjonatów animacji, niesamowitych wizjonerów i nowatorów, nie dała się wtłoczyć w tryby korporacyjnej machiny, mocno już skostniałej, i połączenie z pozostającym od lat w defensywie Disneyem nie wpłynęło negatywnie na prace Pixara, który w ostatnich latach dostarczył światowej widowni perły pokroju „Odlotu” czy przygód robota imieniem „Wall-E”.

Ta zdawkowa podróż do przyszłości służy przypomnieniu znaczenia wytwórni dla współczesnej mainstreamowej animacji. Świetny wynik kasowy „Toy Story” podczas Święta Dziękczynienia w 1995 r., kiedy film zarobił 39 mln dolarów tylko w pierwszy weekend wyświetlania, już po trzech dniach zwracając z nawiązką koszta czteroletniej produkcji, wcale nie był tak spodziewany jak późniejsze sukcesy animowanych obrazów spod znaku Pixara. Decydującego wpływu na powodzenie nie miał raczej pojedynczy element. Kluczową rolę odegrała tutaj kombinacja zdarzeń i – przede wszystkim – trafionych pomysłów reżysera Johna Lassetera oraz grona jego współpracowników. Właśnie „Toy Story” należy do produkcji prekursorskich, jeśli chodzi o wykorzystanie w dubbingu hollywoodzkich gwiazd. Podkładający w amerykańskiej wersji głos Chudemu Tom Hanks był w chwili powstawania filmu na absolutnym szczycie, opromieniony dwuletnią supremacją w sięganiu po Oscary („Filadelfia” i „Forrest Gump”). Również komik Tim Allen należał do postaci powszechnie kojarzonych. Lasseter niezwykle umiejętnie powplatał nawiązania do klasyki kina, co stanowiło popkulturowy element dodany animacji i zapewniało fantastyczną zabawę podczas seansu rodzicom dzieci, wyłapującym oczka puszczone do fanów: „Star Treka”, „Gwiezdnych wojen”, „2001: Odysei kosmicznej”, „Powrotu do przyszłości” czy „Lśnienia”. Pojawił się również pomost między produkcją Pixara a klasycznie animowanym przebojem Disneya „Król Lew”. Chodzi, oczywiście, o umieszczoną pod koniec historii piosenkę „Hakuna matata”, promującą wcześniej przygody Simby. Twórcy umieścili też sporo nawiązań do swoich wcześniejszych produkcji krótkometrażowych, jak choćby charakterystyczną lampę, stojącą na biurku w pokoju Andy’ego. Trend ten znalazł wielu naśladowców w kinie i w zasadzie obecnie niezwykle trudno znaleźć bajkę pozbawioną mrugnięć okiem w kierunku dorosłej widowni.

Chyba, że mamy do czynienia z animacją sygnowaną przez Pixara, który w 2006 r. zaskoczył, niwelując popkulturowe gierki do niezbędnego minimum w „Autach”. Działo się w rzeczywistości post-shrekowskiej, kiedy dowcipne nawiązania do kina dla dużych dzieci zaczynały coraz mocniej zastępować na ekranie historię. Studio zawsze dbało o ten ostatni aspekt. Za idealny przykład może tutaj posłużyć właśnie „Toy Story”. Pojawienie się Buzza Astrala w pokoju Andy’ego przewraca do góry nogami dotychczasowe życie pozostałych zabawek chłopca. Szczególnie jednak plastikowego kowboja Chudego, który nagle przestaje być ulubioną zabawką Andy’ego, zastąpiony przez świecącego, nowoczesnego i wielofunkcyjnego kosmicznego strażnika. Buzz wkrada się również w łaski innych mieszkańców pokoju, czego Chudy nie potrafi zaakceptować i doprowadza do tego, że Astral wypada z hukiem na zewnątrz. Zdemaskowany kowboj postanawia uratować kosmonautę.

Konstrukt fabularny bardzo prosty, ale siła tkwi w fenomenalnym nakreśleniu postaci, a także przeprowadzeniu zachodzącej w relacjach między dwójką bohaterów przemiany w sposób nad wyraz subtelny i nienarzucający. Trudno dostrzec szwy scenariuszowe, wzajemna przyjaźń Chudego i Buzza rodzi się niejako mimochodem, w efekcie przeżyć, jakich przyjdzie im doświadczyć. „Toy Story” lansuje świat pełen pozytywnych wartości, tradycyjnych dla kina familijnego, ale jednocześnie robi to w sposób na wskroś nowoczesny, idąc z duchem czasu i porzucając nachalny dydaktyzm na rzecz wartko opowiedzianej historii, okraszonej jedynie pozytywnym przekazem.

W połączeniu ze świetnie dopracowaną animacją, która w dziecięcym pokoju tworzy całkiem nowy świat, a po blisko 15 latach od premiery nie sprawia wrażenia zmurszałej, daje to unikatowy efekt. Film Lassetera wytyczył wiele ścieżek współczesnej animacji, ale – na swoje szczęście – jego wartość nie oganicza się jedynie do nowatorstwa technologicznego. Za przełomem w tworzeniu bajek w komputerach idzie frapująca historia, której uniwersalizm pozwolił najpierw osiągnął świetny rezultat w kinach na całym świecie, a po półtorej dekady nadal pozwala radować się w trakcie seansu.


Galeria zdjęć
Toy StoryToy StoryToy StoryToy Story
Więcej (9) >>
Zwiastuny, teasery, fragmenty filmów, teledyski
Więcej (2) >>
  • Filmy
  • Wydarzenia
Ankieta

Za jaki film najbardziej cenisz Jean-Pierre Jeuneta?

Zobacz pełne wyniki ankiety.   Zobacz listę ankiet.