Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się lub zarejestruj
Stopklatka.pl - Internetowy Serwis Filmowy - Film Kino DVD Wideo Program tv Repertuar kin Konkursy - Dobra Strona Filmu
    
Strona główna » Katalog » 

Film

Masz uwagę lub sugestię dotyczącą serwisu? Napisz »

Moja krew


moja ocena:
Autor: Artur Cichmiński, Stopklatka.pl, 20 czerwca 2009

[Młodzi Film 2009] "Moja krew" nokautuje



Jeśli mamy pokazywać coś Europie to warto sobie życzyć takich realizacji, jak film Marcina Wrony pod tytułem"Moja krew". Mocne, wyraziste, chwilami szalone kino aż kipi od emocji. Uniwersalna historia o nawróceniu została zrobiona z pasją i niemałym rozmachem, co zdecydowanie wyróżnia ją na tle niemrawych, bladych produkcji o wszystkim i o niczym. Projekt noszący na początku jeszcze tytuł "Tamagotchi", ostatecznie "Moja krew", to jeden z najbardziej oczekiwanych debiutów tego roku. Film w reżyserii Marcina Wrony powstał na podstawie scenariusza nagrodzonego w polskiej edycji konkursu Hartley-Merrill i zdobywcy trzeciej nagrody w jego międzynarodowej odsłonie. Jego autorami są Marcin Wrona, Grażyna Trela oraz Marek Pruchniewski. W efekcie powstała śmiała, osobista, a przy tym efektownie uwodząca widza fabuła. Obraz debiutanta ma w sobie pokaźny ładunek energetyczny, jest chwilami gwałtowny, ostry, niepohamowany zupełnie jak jego główny Bohater - Igor, z idealnie zrekrutowanym do tej roli Erykiem Lubosem. To co zwraca szczególną uwagę na to przedsięwzięcie to jakość filmu. Produkcja, którą bez kompleksów można pokazywać na świecie i słusznie oczekiwać związanych z tym profitów, tak artystycznych, jak i czysto marketingowych. Tytuł ma już zresztą francuskiego dystrybutora, a jego przyszłość na europejskich ekranach pozostaje sprawą zupełnie otwartą.

Problem "Mojej krwi" polega na ładunku gatunkowym, wadze poruszanego przez projekt tematu. Mamy oto historię boksera, człowieka bez zasad moralnych, dla którego jedyną treścią życia jest walka. W pewnym momencie, po jednym z pojedynków, Igor musi jednak zakończyć karierę i definitywnie uporządkować swoje życiowe sprawy. Czyni to w dobrze sobie znany sposób, impulsywnie, z dziką furią, bezwzględnie dążąc do obranego celu. I tu rodzi się konflikt natury moralnej. Żeby bohater grany przez Lubosa mógł zrealizować swój plan zmusza on młodą Wietnamkę, wykorzystując jej sytuację nielegalnego imigranta, do tego aby ta urodziła mu dziecko. Praktycznie bezbronna dziewczyna z jednej strony ulega mu ze strachu, z drugiej jednak szuka też swojej szansy na lepsze jutro. Igor oferuje jej bardzo wiele, łącznie ze ślubem, a tym samym obywatelstwo. I jak to w filmach bywa sprawy zaczynają przybierać (nie)oczekiwany obrót.

Marcin Wrona zrobił film osobisty. Tak, jak go czuł i jak go widział. A miał pomysł odważny i kontrowersyjny. Pokazać historię osoby, która wobec opinii "lepszego" świata na to nie zasługuje, jest rzeczą zaiste bezkompromisową. Taki jest też ten obraz, który czerpie swoją siłę z tego antybohatera, ale mimo wszystko postaci na swój przewrotny sposób interesującej. Najwyraźniej o to chodziło reżyserowi, żeby opowiedzieć o potrzebie człowieczeństwa w każdym, nawet najbardziej zdeprawowanym osobniku. Igor nie grzeszy kulturą osobistą, taktem i obyciem. Jest niebezpieczny dla innych, co w równym stopniu dla siebie. Rani ludzi, łącznie z tymi najbliższymi. Kiedy musi coś naprawić robi to tak, jak umie - bez finezji, intuicyjnie, nierzadko karykaturalnie. Można się zżymać: po co to wszystko? Jaki jest sens robić film o zwyrodnialcu, który przyciśnięty do muru, wykorzystuje biedną Azjatkę, praktycznie ją przez pewien czas gwałcąc? Potem rodzi się jednak uczucie i znów ktoś powie, co za banał. Pytanie czy dla Igora oznacza to dokładnie to samo?

Różna ekranowa rzeczywistość przekonuje bardziej lub mniej. W "Mojej krwi" widzimy rzeczy, z którymi trudno jest się zgodzić czy je zaakceptować. Ten nieokrzesany, bandycki bokser raz zniechęca, innym razem zatrważająco pociąga. Odczuwa się wręcz nad tym wszystkim pewną brzydką fascynację, ale cały film gra na tej właśnie ostrej, szorstkiej i brudnej nucie. To kino o potrzebie uczuć, któremu daleko do baśniowych, zaprawionych romantycznym syropem opowiastek. Tu rządzi chaos, dzikość, ludzka, nie zawsze zdrowa, podświadomość. To wszystko niezwykle wyraziście, chwilami wręcz spektakularnie, pokazuje z kolei Wrona. "Moją krew" doskonale się ogląda, czekając z nieukrywanym zainteresowaniem na każdy kolejny kadr czy scenę. Jeśli nawet trzydziestosześcioletni dziś filmowiec sprzedaje nam sprawnie nakręconą iluzjonistyczną sztuczkę, to czyni to perfekcyjnie, podając na tacy krwisto soczyste, rasowe kino.

Mówi się, że każdy powinien dostać drugą szansę O tę szansę walczy w filmie Igor i może warto też dać takową samemu tytułowi. Zwłaszcza, że smakowitych kąsków trochę się w nim znalazło. Po pierwsze rola Lubosa, mającego tyleż entuzjastów swego aktorskiego emploi, co wrogów. Sukces aktora w tym przypadku to idealnie pasująca do niego rola. Jeśli jednak ktoś Lubosa nie "kupuje", to chyba wyjątku tutaj też nie zrobi. Mimo to on w tym filmie jest i bierze go na swe barki bez ceregieli. Czymś osobliwym jest też udział w obsadzie byłego mistrza świata, Marka Piotrowskiego. Jego osobiste przeżycia, postępująca choroba - skutek uprawianego sportu, stają się aż nadto wymowne w kontekście rozgrywającej się na ekranie opowieści. Wreszcie debiutująca wietnamska aktorka Luu de Ly, która w ten męski brutalny świat wprowadza coś niewinnego i bezcennie pozytywnego.

"Moja krew" "siada" jedynie pod koniec. Już nie to tempo, samo fabularne rozwiązanie jakby lekko naciągane, ale nie zmienia to faktu, że powstał naprawdę dobry, solidny film. Porywająca, wciągająca ekspozycja pewnego gorzkiego ludzkiego przypadku. Jest w tym moc, jest i magia.


Galeria zdjęć
Moja krewMoja krewMoja krewMoja krew
Więcej (11) >>
Zwiastuny, teasery, fragmenty filmów, teledyski
Więcej (3) >>
  • Filmy
  • Wydarzenia