Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się lub zarejestruj
Stopklatka.pl - Internetowy Serwis Filmowy - Film Kino DVD Wideo Program tv Repertuar kin Konkursy - Dobra Strona Filmu
    
Strona główna » Aktualności » 

Wydarzenia

Masz uwagę lub sugestię dotyczącą serwisu? Napisz »

WYDARZENIE

"Zamknięci w Celuloidzie", czyli film niepoważny

19 czerwca 2007

Zachodzi niejaka komplikacja w skomentowaniu filmu, którego ostatnia projekcja była też prezentacją kolejnej jego wersji i zapowiedzią od razu następnej. A tak przynajmniej twierdzi autor filmu "Zamknięci w celuloidzie" , reżyser i scenarzysta Władysław Sikora .

Natomiast gdyby to jeszcze stanowiło dla kogoś tajemnicę, to przypominam, że ów twórca, to znana, podziwiana i pełna pozytywnych pomysłów persona wywodząca się z tzw. Zielonogórskiego Zagłębia Kabaretowego. Dla pełnego skojarzenia osoby, należy bezwzględnie wskazać tu na, niestety już nieistniejący kabaret Potem, którego Sikora był liderem. Działalność sceniczna z czasem została uzupełniona także o niezależne prace filmowe, czego znaczącym wyrazem jest pochodzące z roku 2003 dzieło pod tytułem "Baśń o ludziach stąd" . Swój kolejny film, jak sam zaznacza, robił przez rok, co już tylko z tego niezaprzeczalnego faktu winno wzbudzić, przynajmniej uznanie za trud i determinację w wykonaną pracę.

Skromność, rzecz istotna i chwalebna, chociaż w tym konkretnym przypadku zdecydowanie można się bez niej obejść. Bez względu na to, której wersji "Zamkniętych w celuloidzie"  widz dostępuje przyjemności oglądania, ma i tak do czynienia z obrazem udanym, intrygującym, wreszcie przezabawnym i zgrabnie pomyślanym. Nie dajmy się też zwieść słowom samego reżysera, że to nie jest komedia, tylko film niepoważny. Bezwzględnie otrzymujemy przewrotną, absurdalną oraz prześmiewczą komedię i to w najlepszym wydaniu.


Czym są "Zamknięci w celuloidzie"? Najprostszym byłoby stwierdzenie: trzeba to samemu zobaczyć. Przede wszystkim jednak rzecz jest iluzją. To film, którego bohaterowie odkrywają swoją filmową tożsamość i uświadamiają sobie, że wszystko, co się wokół nich, z nimi w łącznie dzieje, to efekt pomysłów grypy scenarzystów i reżysera. Podążając tym tropem, obraz Sikory jest w dużej mierze ciekawą satyrą, celującą w konwencje, standardy i wszelkiej maści stereotypy pokutujące w kinie popularnym, a przez to tak silnie oddziaływującymi na szerokie masy widzów. W trzech zazębiających się luźno na siebie segmentach, ich postacie czasem wręcz nie muszą robić nic, aby ich życie było nie kończącą się bajką, a wszelkie kłody, niejasności i komplikacje same się rozwiązywały, zanim ci zdążą o nich pomyśleć. Bo niby dlaczego filmy najczęściej mają kończyć się "happy endem", skoro "end" oznacza definitywny koniec, a przecież chodzi o to, żeby cały czas było "happy"? Pyta siebie i widzów ekranowy reżyser w osobie, a jakże, Władysława Sikory. Z tą tezą sam wspomniany rozprawia się w historii Adama i Ewy, którym z przyczyn oczywistych zaserwowano raj na ziemi. Finał tej przypowiastki autor puentuje oddając, co niestrawione.

Inna sprawa, to pęd filmowych, choć nie tylko, twórców do możliwie jak najgłębszego pokręcenia losów swoich bohaterów. Odsłona "Stachowiak Story", to niemal liryczna historia alkoholika, któremu pieniądze same wpadają do ręki, dzięki czemu zawsze ma za co wprowadzić się w stan błogiej i beztroskiej nieświadomości. Problem rodzi się w chwili kiedy w delirycznej wizji, poznaje kobietę niebanalnej urody i się w niej niechybnie zakochuje. Zdradzę jedynie, że "Stwórca-Twórca" dość bezwzględnie zabawi się kosztem biednego Stachowiaka.


I na koniec pierwsza nowela, w której bohater Tomek odkrywa, że świat dookoła, to tak naprawdę rzeczywistość filmowa. Niemal egzystencjalna opowieść o tym kim jestem i jaką rolę (dosłownie) odgrywam. Suma tego i tak jest taka, że bez względu na trudności, koniec zawsze jest jeden. Dobry.

Ktoś może zapyta, czy to film czy tylko kabaret na ekranie? Publiczność na klubowym pokazie w warszawskiej Harendzie, zachowywała się, jak podczas kabaretowego występu, nie dając często szans, wydostaniu się z ekranu treści słownej. Najpierw trzeba było gromkimi "wow", "och" i "ach" "powitać" kolejne znane twarze kabaretowej sceny, co skutecznie zagłuszało ścieżkę dialogową, a dopiero potem film toczył się już dalej swoim rytmem. Cóż jednak, takie miejsce, tak kojarzony autor, to i tak reagujący ludzie. Pretensji mieć jednak nie można, wydarzenie całe nie odbywało się w kinie więc i atmosfera była bardziej swobodna. A szkoda, gdyż obraz Władysława Sikory nadawałby się idealnie, właśnie do ciemnej kinowej sali. "Zamknięci w celuloidzie" niosą w sobie zarówno cechy kabaretowe, co znamionują pojawiające się tu skecze, jak też w pełni przemyślany i z konsekwencją, narracyjnie poprowadzony filmowy projekt.


Bez względu na to, co się może wydawać, film ten bardzo wyraźnie skupiony jest na fabule oraz opowiedzeniu jakiejś, nawet pokręconej, ale jednak historii. Pamiętając również, że to kino niezależne uderza realizacyjny profesjonalizm - nieprzypadkowe ustawienia kamery, nie rażąca swoim amatorstwem gra aktorów, oprawa muzyczna, a nawet komputerowe efekty specjalne. Wszystko to sprawia, że "Zamknięci w celuloidzie" to produkt niepowtarzalny, pełen uroku i oryginalności. Niewątpliwie jest to zabawa w kino, ale też w duchu kabaretu, przykład interakcji z publicznością. Sikora odwraca utarte schematy i pokazuje rzeczy, które przeczą akademickiemu postrzeganiu dzieła filmowego. Prowokuje dyskurs na temat logicznego porządku tworzonych scenariuszy i fabuł. Pokazuje, że nieodpowiedzialni, a może po prostu nieudolni, twórcy nie tylko krzywdzą własnych bohaterów, ale przede wszystkim, nas widzów. Oczywiście sam też, się z tego śmieje, traktując sprawę całą, jako dość spektakularny, ciągle jednak sugestywny żart.

Miejmy nadzieję, że Władysław Sikora, nie będzie za bardzo już zmieniał swego filmu, gdyż takiej potrzeby tu już nie widać. Rzecz jasna to wola artysty, którą jakby co trzeba będzie uszanować. Miłośników humoru reprezentowanego przez legendarny kabaret Potem nie trzeba chyba specjalnie zachęcać, bo i tak jak tylko będą mieli okazję film z wielkim apetytem obejrzą. Sam Sikora po raz kolejny udowadnia natomiast, że głowę pełną ciekawych i niespodziewanych pomysłów ma. Posiada też tą wyjątkową umiejętność, pokazywania z innej perspektywy rzeczy oczywistych, niemal tautologicznych. Przez to, jego filmy są zaskakujące, nieskrępowanie zabawne i zawsze z treścią, nawet jeśli sam autor temu przeczy. Tytuł godny polecenie, pełen pozytywnego i witalnego ładunku, jakiego nigdy za wiele.



Władysław Sikora na planie

[Artur Cichmiński]




Zobacz także
OsobyFilmy



Postów: 2
Dyskusja na forum
Temat:   "Zamknięci w Celuloidzie", czyli film niepoważny  »


27.08.2007, 15:22
~luks 
skoro kino niezależne a emisji prawie brak to może jakiś oficjalny download?


IP: 89.174.*
29.03.2009, 15:28
~warum 
a jak to obejrzeć?


Regulamin forum »


Dodaj post

Twój podpis:

Przepisz kod z obrazka:

Jeżeli nie chcesz przepisywać kodu, zarejestruj się.

   Dodaj post


  • Ostatnie
  • Najpopularniejsze
WYDARZENIA
NAWIGACJA
Kanały RSS
WYRAŹ SWOJĄ OPINIĘ
Wyraź swoją opinie, to możliwość dodawania osobistych komentarzy do treści publikowanych na stronach serwisu Stopklatka.pl. Mamy nadzieję, że wasze opinie wzbogacą informacje ze świata filmu, przygotowywane przez nasz zespół redakcyjny.
Zapraszamy do... wyrażania swoich opinii.