Stopklatka.pl - Internetowy Serwis Filmowy - Film Kino DVD Wideo Program tv Repertuar kin Konkursy - Dobra Strona Filmu
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się lub zarejestruj
Masz uwagę lub sugestię dotyczącą serwisu? Napisz »

WYDARZENIE

Stopklatka na American Film Market. Czuć kryzys...

6 listopada 2009

Najważniejsze targi filmowe, czyli American Film Market mają w tym roku w swoim repertuarze ponad 445 filmów, w tym około 80 premier światowych. Kolejne kilkaset filmów to produkcje będące w realizacji, które można kupić we wstępnej fazie przygotowań, na przykład na etapie scenariusza. Dlatego corocznie przedstawiciele branży filmowej zjeżdżają do Santa Monica w Kalifornii - tutaj negocjują najkorzystniejsze dla siebie umowy i dokonują selekcji najlepszych i najnowszych filmów.

Amerykańskie targi oferują tak wiele tytułów, że trudno podjąć decyzję. Ale nie tylko to wpływa na wybory kupujących w tym roku filmy dystrybutorów. "Ten rok jest gorszy pod względem filmowych zakupów ze względu na światowy kryzys finansowy. To widać i czuć w rozmowach z dystrybutorami" - mówi Michael J. Werner członek zarządu Fortissimo Films, firmy która na targach co roku dysponuje prawami do sprzedaży kilkudziesięciu filmów. "Kryzys najbardziej uderzył w kino arthousowe. Ambitne, artystyczne filmy kiedyś cieszyły się większym zainteresowaniem. Nawet jeśli film nie był komercyjnym pewniakiem normą była sprzedaż praw do jego dystrybucji kinowej w 25 krajach. Dziś mówimy o siedmiu podpisanych umowach".

AFM stara się dzielnie walczyć z kryzysem. Choć projekcji jest mniej niż w zeszłym roku, odbywają się one zgodnie z tradycją od 8.45 rano do 7 wieczorem. Seanse wyświetlane są nie tylko w czterech kinach (które dysponują od czterech do siedmiu sal projekcyjnych), ale także w dwóch kalifornijskich hotelach, w których zaadoptowano pomieszczenia konferencyjne do projekcji oraz w nowej, specjalnie przygotowanej sali projekcyjnej nad brzegiem Pacyfiku. W tych wszystkich miejscach producenci z USA, Europy, Azji oraz Australii wyświetlają swoje filmy. W porównaniu z rokiem poprzednim jest mniej horrorów oraz filmów dokumentalnych, więcej jest za to kina obyczajowego i komedii. Zdecydowanie mniej produkcji prezentuje kinematografia azjatycka - zwykle wiodąca prym na targach. W ogromnej ilości propozycji ginie kino skandynawskie, które w zeszłym roku zaznaczyło swoją obecność w bardziej wyraźny i zdecydowany sposób.

Choć po dwóch pierwszych dniach targów nie można jeszcze mówić o filmowych odkryciach - jest co oglądać. Dystrybutorów zachwyciła nowa produkcja Francisa Forda Coppoli  "Tetro" . Film był pokazywany na festiwalu w Cannes w tym roku, gdzie nie wzbudził entuzjazmu. Pięknie nakręcona i nieśpiesznie opowiedziana historia mówi o rozerwanych rodzinnych więzach i braterskiej trudnej miłości. Bennie przyjeżdża do Buenos Aires by spotkać się z dawno niewidzianym bratem, awangardowym poetą, który podczas życiowej banicji przybrał tytułowe imię. Film stara się odpowiedzieć na pytanie co wydarzyło się w przeszłości obydwu mężczyzn co naznaczyło ich relację piętnem rozłąki i dystansu. Czarno białe zdjęcia są wspaniałą oprawą dla historii o rodzinnych sekretach - podkreślają rozmach oraz głębię filmu. "Tetro" to także aktorskie odkrycie - obok Vinceta Gallo  wystąpił Alden Ehrenreich, któremu już wróży się karierę na miarę Leonarda DiCaprio.

Zawiódł Francois Ozon . Jego najnowszy film "Le Refuge"  próbuje zmierzyć się z trudnym tematem żałoby po stracie bliskiej osoby. Uzależniona od narkotyków Mousse zaszywa się w położonym na południu Francji domu. Jest w ciąży ze zmarłym Louisem, który podobnie jak ona regularnie kroczył heroinową ścieżką. Po jego przedawkowaniu Mousse przekonywana jest przez matkę chłopaka do tego by usunąć ciążę - zwleka jednak z aborcją, aż w końcu staje się ona niemożliwa. Samotną dziewczynę odwiedza brat Louisa, Paul. Mimo początkowej niechęci i wycofania Mousse zbliża się i przywiązuje do mężczyzny - wraz z nim próbuje przeżyć czas żałoby. Aktorzy Ozona, Isabelle Carre oraz Louis-Ronan Choisy, próbują oddać ogromny wachlarz bardzo zmiennych emocji - temperatura ich wzajemnych uczuć jest tak niestabilna, że w rezultacie ich relacje oraz zachowania stają się mało wiarygodne. Zapominamy o żałobie, zapominamy o zmarłym - razem z bohaterami oddajemy się nowej życiowej szamotaninie. Końcowa wolta ma chyba ukazać to właściwe i prawdziwe oblicze postaci- pretensjonalny i rozczarowujący zabieg Ozona wzbudza jedynie politowanie. Szkoda - tym bardziej, że film zapowiadał się bardzo dobrze. Dwa aspekty na pewno warte są uwagi - reżyserowi udało się zjednać sympatię widzów w stosunku do poharatanej życiowo, antypatycznej Mousse. Druga ciekawa rzecz to sposób ujęcia i pokazania jak traktowana jest aborcja przez francuski system medyczny. Ozon ukazuje to nieznane w Polsce ludzkie podejście, otwarte na kobietę, stawiające ją w roli najważniejszej i pełnoprawnej osoby podejmującej ostateczną decyzję. Pouczające i cenne stanowisko, szczególnie dla kogoś kto patrzy na ten problem z polskiej, ciasnej perspektywy.

Nie udała się także epicka opowieść "Io sono l'amore"  w reżyserii Luci Guadagnino. Grająca główną rolę Tilda Swinton  nie jest przekonująca w roli włoskiej dominy - rosyjskiej emigrantki, która dzięki małżeństwu z wyniosłym magnatem wchodzi w struktury włoskiej burżuazji. Tragiczny romans Emmy Recchi, ma pokazywać fasadowość relacji członków jednego z najznamienitszych rodów - Emma nie mogąc znaleźć czułości wśród najbliższych postanowiła poszukać jej na zewnątrz. Film jest pełnym rozmachu hołdem dla włoskiego stylu życia - "dolce vita" jest tu widoczne na każdym kroku i w każdym geście. Wysublimowane piękno niestety ginie w przestylizowanych kreacjach Tildy oraz zmitologizowanej roli kuchni. Jedynie architektura się tutaj broni - no ale to akurat dokonania pokoleń z przeszłości, Guadagnino po prostu sfilmowała miasta włoskiego południa ukazując ich ponadczasowe piękno.

Podobnie Carlos Saura , który skręcił w stronę monumentalnej filmowej opowieści - wyszła mu dziwna filmowa hybryda. "I, Don Giovanni" opowiada o współpracy włoskiego poety Lorenzo da Ponte z Mozartem nad operą "Don Giovanni". Saura przeplata ze sobą operową narrację z historią o życiu weneckiego autora. 15-letnia banicja, na którą zostaje zesłany da Ponte, rzuca go do Wiednia, gdzie poznaje żyjącego w biedzie kompozytora. Ich współpraca to wspaniała okazja by pokazać różnice charakterów obydwu artystów, ich osobne podejście do życia oraz sztuki. Skontrastowanie tak dwóch wielkich osobowości dawało pole do aktorskiego popisu - brak tu jednak psychologicznej głębi. Duch opery przyćmił wszystko inne - zabrakło ludzkiego wymiaru, człowiek ginie przytłoczony wielkim librettem i muzyką. Saura zdecydował się na użycie teatralnych dekoracji, co dodatkowo podbija uczucie sztuczności. Z jednej strony ten zabieg daje ciekawy, operowy kontekst, z drugiej cały czas podkreśla umowność tego, co oglądamy. Za mało życia w tym teatrze.

Na tym tle ciekawie wypadła skromny, ale ciekawy film "Cartagena" w reżyserii Alaina Monne'a. W tytułowym mieście Leo, obecnie alkoholik kiedyś znany bokser spotyka Muriel. Młoda kobieta w wyniku wypadku od dwóch lat pozostaje sparaliżowana. Unieruchomiona dziewczyna jest apodyktyczna i nieprzyjemna, z kolei życiowo wypalony Leo przebrzmiałe bokserskie sukcesy koi w nałogu. Trąci tutaj melodramatyczną sztampą, ale film, dzięki bardzo dobrze zagranym rolom, ogląda się z rosnącym zainteresowaniem. Sophie Marceau  i Christopher Lambert  stworzyli wiarygodne kreacje. Szczególnie Marceau w bardzo trudnej, pełnej niuansów niejednoznacznej roli ukazała drapieżne aktorskie oblicze. Choć to wciąż nie jest rola na miarę możliwości aktorki, jest jak zapowiedź jej aktorskiego potencjału, z wiekiem dojrzalszego, bardziej wyważonego i świadomego. "Cartagena" trzyma tempo oraz ukazuje barwne i nieturystyczne oblicze kolumbijskiej Kartageny. To właściwe tło, dobrze kontrastujące z chwilami nazbyt ckliwą opowieścią.

Zobaczymy co przyniosą kolejne dni AFM. Wśród zamieszczanych w festiwalowej prasie informacji o filmach wczoraj pojawiła się notka o planach Lionsgate, producenta serii horrorów "Piła". Mimo dość przeciętnego wyniku kasowego jaki zaliczyła ostatnia część filmu Lionsgate przymierza się do produkcji "Piły VII" w 3D. Choć to do zobaczenia na targach najwcześniej za rok, dystrybutorzy już żartują, że jak tak dalej pójdzie niedługo będzie można przyjechać na festiwal w całości poświęcony wszystkim odsłonom coraz słabszego horroru. "Festiwal chyba nie, ale tydzień z "Piłą" dzięki najnowszej siódmej części wydaje się całkiem realny" - szybko zripostowali przedstawiciele Lionsgate.

[Anna Serdiukow, Santa Monica]







Dyskusja na forum
Temat:   Stopklatka na American Film Market. Czuć kryzys...  »

Nikt się jeszcze nie wypowiedział

Regulamin forum »


Dodaj post
Zaloguj się, naprawdę warto:
  1. Wypowiadając się na forum nie będziesz musiał za każdym razem przepisywać kodu z obrazka,
  2. W tematach w których dyskutujesz otrzymasz powiadomienia o odpowiedziach na swoje posty,
  3. Będziesz mógł wygrywać w naszych konkursach bilety do kina, płyty DVD z filmami oraz książki i inne nagrody.


Nie masz konta? Wystarczy, że wpiszesz swój i klikniesz

Jeśli nie chcesz się teraz zarejestrować, poniżej możesz wpisać swój post jako Gość.

[b]wyróżnienie[/b]   [i]pochylenie[/i]   [u]podkreślenie[/u]   [cytat]cytowanie[/cytat]
Treść:


Twój podpis


przepisz kod z obrazka






  • OSTATNIE
  • NAJPOPULARNIEJSZE
WYDARZENIA
NAWIGACJA
KANAŁY RSS
MAM WIADOMOŚĆ
Jeżeli masz informację filmową o której jeszcze nie napisaliśmy - skorzystaj z formularza i wyślij nam wiadomość.
WYRAŹ SWOJĄ OPINIĘ
Wyraź swoją opinie, to możliwość dodawania osobistych komentarzy do treści publikowanych na stronach serwisu Stopklatka.pl. Mamy nadzieję, że wasze opinie wzbogacą informacje ze świata filmu, przygotowywane przez nasz zespół redakcyjny.
Zapraszamy do... wyrażania swoich opinii.