Projekt KinoRP polega na cyfrowej rekonstrukcji polskiej klasyki filmowej. Nie chodzi jednak "tylko" o restaurację tychże dzieł, ale o przywrócenie im prawdziwego blasku, na który zasługują. W ten sposób odrestaurowane filmy będą trafiać jeden za drugim do kin, żeby rozpocząć nowy żywot wśród polskiej publiczności. Kolejnym obrazem, który przeciera tę drogę, jest "Popiół i Diament"
<~!so ?>Andrzeja Wajdy. Stopklatka wraca do jednej z najważniejszych polskich produkcji.
Jak pisać o filmie, który zasłużenie uważany jest za żelazną klasykę polskiej myśli filmowej, który zdecydowana większość czytelników zapewne zna, wokół którego każdy, kto się z nim choć raz zetknął, zbudował mur własnych wyobrażeń i idei? Jak to zrobić, by nie popaść w trywialność lub co gorsza - lepiący się od komplementów banał? Odpowiedź jest jedna: taka próba jest z góry skazana na niepowodzenie, bowiem dzieło tak słynne, osadzone tak mocno w narodowej kulturze i zwycięskie już w starciu z próbą czasu, wydaje się być niepodatne na proste klasyfikacje i czarno-białą recenzencką retorykę. A ja na dodatek popieram wszelkie przypisywanie filmowi Wajdy statusu dzieła niezwykłego. Z racji wieku nie mogę zaoferować perspektywy tamtych czasów, a odnoszenie się do cudzych myśli w tym przypadku uważam za zupełnie niepotrzebne. Postanowiłem więc, iż napiszę po prostu, czym "Popiół i diament" jest dla mnie.
Coraz to z ciebie, jako z drzazgi smolnej,
Wokoło lecą szmaty zapalone;
A jest niekoniecznie filmem ideowym, lecz opowieścią o tragicznej młodości, która nie dostała szansy na rozpostarcie swych skrzydeł. Jest faktycznie "Popiół i diament" obrazem o przemianach politycznych, walkach powstańczych i moralnych dylematach, które w powojennej Polsce miały zbierać ponure żniwo przez kolejne dekady. Sugeruje to dzień, w którym toczy się akcja - 8 maja 1945 roku, nieustanne konfrontowanie ze sobą różnych wizji przyszłej Polski i w zasadzie cała linia fabularna filmu. Jednak wszystkie te kwestie rozbijają się o aspekty pokoleniowe; o to jak młodzi czują się w "nowym porządku', jak walczą i giną za sprawę, w którą wierzą lub wiarę w którą im narzucono, o ich miotaniu się w moralnej pułapce, jaką stało się poszukiwanie tożsamości w kraju, który żąda by być z władzą lub przeciwko władzy. Każdy chce żyć normalnie, ale normalność jako taka nie jest możliwa. Ani dla Maćka Chełmickiego, młodego romantyka ukrytego pod lekką warstwą cynizmu, któremu w głowie ładne kobiece buzie, nie walka z pepeszą, ani dla prostych robotników z cementowni, którzy dostali się przez czysty przypadek w krzyżowy ogień bratobójczej walki.

Gorejąc nie wiesz, czy Stawasz się wolny,
Czy to, co twoje, ma być zatracone?
A jest ich przecież więcej, kadry filmu są zapełnione młodymi ludźmi. Na drugim planie przewija się Drewnowski, który sposobu na życie upatruje w zaprzedaniu się władzy i pieniądzom, jest młody AK-owiec, nieznany z imienia, ale przecież czyjś syn, który wypowiadając proste "sto" i późniejsze "sto jeden" wyraża dobitnie wypalający go od środka idealistyczny, patriotyczny żar. Jest także Krystyna, Krysia; młoda, niewinna, naiwnie uciekająca od uczucia, a kiedy je znajduje - spala się w nim równie łatwo jak cała reszta. To stracone pokolenie, zagubione w walce o Polskę, której nigdy nie będzie im dane zaznać. Przedwcześnie dojrzali, wypalający się w swojej patriotycznej powinności, nie wiedzą, czy postępują słusznie, czy nie zostanie z nich jedynie tytułowy popiół. Nawet jeśli wydaje się to nieco patetyczne, należy pamiętać, że to film o młodych kręcony przez młodych dla młodych. Z ich perspektywy, zaangażowania i wiary, że ponadczasowość srebrnego ekranu może coś zmienić.
Czy popiół tylko zostanie i zamęt,
Co idzie w przepaść z burzą? - czy zostanie
Subtelna krytyka komunistycznej propagandy, którą Wajda z ekipą musieli zawierać pomiędzy słowami i kadrami ze względu na czasy, w których film był kręcony, jest niezwykle ważna dla odbioru "Popiołu i diamentu", jednak zbyt często ideologiczna warstwa przesłania sedno filmu. O ile można to w ogóle tak nazwać, bowiem cień kładzie się również po stronie dowódców AK, którzy w swoich kalkulacjach i walce o dawną Polskę zatracili świadomość cenności indywidualnych losów. I choć wierzę w zasadność tej sprawy, wydaje mi się, iż czuję i rozumiem etos żołnierza tamtych czasów, to decyzje podejmowane w "Popiele i diamencie" przez Andrzeja i Kotowicza skłaniają mnie do głębszego zastanowienia się nad tragedią młodego pokolenia, nie nad straceńczym podtrzymywaniem gasnącego płomyka nadziei na lepsze jutro. To tak jakby powiedzieć, że Powstanie Warszawskie było niepotrzebne, bo pogrzebało stolicę pod zgliszczami przeszłej wielkości i sprowadziło na Polskę nieszczęście, kiedy Czesi nie stając do walki osiągnęli więcej od nas.

Na dnie popiołu gwiaździsty dyjament,
Wiekuistego zwycięstwa zaranie…
I tak się zastanawiam, czy ten obraz zagubionej młodości w powojennej Polsce aż tak wielce różni się od wizji nowoczesnej Polski. Nie ma już wspólnego wroga, przeciwko któremu można powstać, to niezaprzeczalny fakt. Rozdzielił się na dziesiątki różnych aspektów nowoczesnego świata, z którymi można walczyć i dzierżyć idealistyczne sztandary słusznej sprawy, lecz nigdy nie skłaniając do wspólnego zrywu. Jednak czy nie jest tak, że po ulicach ciągle kręcą się jacyś Chełmiccy, Drewnowscy, Krysie, Szczuki czy Pieniążki? To pytanie czysto retoryczne, pozostawione otwarte, a za odpowiedź filmową niechaj posłużą fajerwerki wybuchające nad głową Maćka, kiedy zabija Szczukę. Albo zwisająca głową w dół figura Chrystusa. Albo wiersz Norwida i płonące kieliszki spirytusu.