Jest już na ekranach naszych kina "Randka w ciemno"
Wojciecha Wójcika
. W nowej polskiej komedii w głównej roli wystąpiła znana chociażby z "Korowodu"
czy "Pory mroku"
, Katarzyna Maciąg
. Aktorka z okazji premiery filmu rozmawiała specjalnie ze Stopklatką.
Artur Cichmiński: Stosunkowo niedawno na ekrany polskich kin wszedł film reklamowany, jako prawdziwa polska komedia. Czym w takim razie będzie według Ciebie "Randka w ciemno"?
Katarzyna Maciąg: Po prostu komedią i to bez żadnych towarzyszących jej epitetów. Jest to taki, a nie inny gatunek filmu. Poza tym wcale nie łatwy do zrobienia. Wymagający lekkości i inteligencji najpierw scenarzysty a później też aktorów i reżysera. Specjalistami w tym gatunku są oczywiście Amerykanie, ale od dłuższego już czasu dobrzy są również Anglicy. Im udaje się tworzyć bohatera, którego widz lubi i ma autentyczną radość z oglądania go na ekranie. Generalnie komedia to wspaniała rzecz, tylko trzeba ją dobrze zrobić, tak jak uczynił to chociażby Woody Allen
w "Annie Hall"
, czy Richard Curtis
w "To właśnie miłość"
.
Film ma elegancką oprawę. Kręciliście go między innymi na Lazurowym Wybrzeżu...
To będzie naprawdę ładnie wyglądający film. Francja była piękna. Również przepiękny Londyn i Wrocław, i to w pełnym słońcu.
Za "Randkę..." odpowiada specjalista od mocnego, męskiego, sensacyjnego kina Wojciech Wójcik. Tymczasem robiliście komedię, jak on się w tym odnalazł?
Z pewnością było to dla niego nowe doświadczenie. Nie zapomniał jednak tego w czym czuje się najlepiej stąd tak dopieszczone elementy, jak stopniowanie napięcia, budowanie pewnej tajemnicy, tempo narracji. Widać też, że lubi pracować z mężczyznami. A tu trafiła mu się główna... kobieca rola... Reżyser musiał wejść trochę w świat dziewczyn, w czym mu oczywiście pomogłyśmy.
Patrząc na Twoje dotychczasowe role stajesz się powoli aktorką od kina gatunkowego. Grałaś w horrorze, serialu sensacyjnym, teraz komedii...
Został mi jeszcze dramat. Może jakaś też głęboka, mroczna, romantyczna historia..?
Otarłaś się nawet po spuściźnie kina moralnego niepokoju w "Korowodzie" Jerzego Stuhra
.
Dokładnie tak było. Film ten na pewno nie był komedią romantyczną, chociaż miał takie zakusy. Myślę, że dopiero po latach obraz ten nabierze trochę innej wartości.
Masz już luksus wyboru ról, czy bierzesz co dają?
Nie, no trochę też przebieram. Decyduję się na różne rzeczy. Nie jest tak, że gram tylko w filmach i nic więcej mnie nie interesuje. W naszym kraju jest to niewykonalne. Trzeba próbować wszędzie, w telewizji, czasem pojawi się film, czasem teatr, który też jest bardzo ważny.
Czyli nie obawiałaś się przyjąć roli w "Porze mroku"?
Mimo wszystko trochę tak, zwłaszcza po takim filmie, jak "Korowód". Do projektu zaraził mnie jednak Grzegorz Kuczeriszka
, który był do swojego filmu bardzo zapalony. A poza tym to bardzo dobry operator, więc można się było spodziewać, że będzie to wszystko dobrze wyglądało.
Tymczasem do "Randki w ciemno" trafiłaś..?
Przeszłam przez szereg castingów. Trwały one ponad pół roku. Próbowałam z różnymi partnerami aż w końcu wykrystalizowała się ostateczna obsada.
Podobno jesteś pesymistką, tak przynajmniej można o Tobie przeczytać. Grasz z kolei w komedii, która jest radosnym gatunkiem kina. Traktujesz to jak swego rodzaju terapię..?
Wiesz, że ci najwięksi komedianci to najczęściej też najwięksi depresanci. Na przykład Kobiela był podobno strasznie smutnym człowiekiem, a Cybulski bardzo wesołym.
W komedii też jednak grał..
Tak i to w moim ulubionym filmie "Do widzenia, do jutra"
, Janusza Morgensterna
, ale to nie do końca komedia. Widzisz ja myślałam o sobie, jak o aktorce dramatycznej, a tymczasem dostaję lekkie, ciepłe propozycje.
Mam rozumieć, że też jesteś typem depresyjnym? Widzę tu pełną werwy, energiczną młodą osobę... Mało tego, wyczytałem w sieci, że jesteś wojującą feministką...
Nie, no tego komentować nie będę, nie ma szans... (śmiech) Udzielałam swego czasu bardzo dużo wywiadów do kolorowych gazet. Chciałam rozmawiać o czymś konkretnym, nakierowując temat na rzeczy ciekawe i interesujące, więc rzuciłam coś w tym stylu. Dziś termin ten każdy rozumie jednak inaczej. Poza tym wiesz, że jak już coś piszą w takich publikacjach to trzeba to podkoloryzować, żeby lepiej się sprzedawało. Mogę Cię zapewnić, że ja tego wprost, iż jestem wojującą feministką, nie powiedziałam,
Czy Twoje poglądy mają jednak wpływ na wybór oferowanych ról?
Zastanawiam się nad tym czasem. Biorąc pod uwagę na przykład "Randkę w ciemno" moje feministyczne poglądy mogły by przeszkadzać. Zmieniłabym zakończenie filmu i pozwoliła dziewczynie iść samej przez życie. Ten film zrobił jednak Wojciech Wójcik - mężczyzna, dobrze komunikujący się z innymi facetami, specjalizujący się w kinie męskim, czyli nie jest to rzecz, w której znajdowałabym coś akurat dla siebie.
Wykłócasz się na planie o swoją postać?
Tak. Dlatego też chyba nie mam najlepszej opinii.
Niektóre Twoje koleżanki też się wykłócają, co wzbudza jednak szacunek u reżyserów. Na przykład Roma Gąsiorowska...
Widać Roma pracuje z innymi reżyserami, no i znacznie później trafiła do serialu, a to zupełnie inny świat.
Ty również wywodzisz się z krakowskiej szkoły teatralnej. Z czym z niej wyszłaś, co ona Ci dała?
Przede wszystkim wyjątkowe spotkania z ludźmi, którzy zajmują się sztuką teatru. W szkole nie masz w ogóle praktycznych zajęć związanych z filmem, nie dowiadujesz się tam, co to jest plan filmowy. Tam jest tylko teatr i scena. W tej szkole są za to wyjątkowi profesorowie, jak Krzysztof Globisz
, Roman Gancarczyk
, Anna Dymna
, Mikołaj Grabowski
i wielu innych z Jerzym Stuhrem na czele. Cała gama doskonałych pedagogów i aktorów, którzy poświęcają bardzo dużo swego czasu, aby coś z tymi młodymi ludźmi zrobić. I niezwykła była właśnie ta możliwość pracy z nimi. Sama szkoła natomiast na pewno nie dała mi żadnej aktorskiej metody. I dzięki Bogu...
???
Ona nigdy nie upewniła mnie, że w czymś jestem dobra i to potrafię i tego mam się trzymać. Tam nikt się nie koncentrował na szybkim wyniku, wskazywaniu, kto w czym będzie najlepszy i na odwrót. Czas sobie mijał i tyle. Dobre jest to, że można było ze studentami wydziału reżyserskiego wspólnie pracować i w ten sposób się uczyć. Robiłam tak przez trzy lata, zbierając przez ten czas największe doświadczenie.
Idąc do szkoły myślałaś już o kinie czy na początku był tylko teatr?
Tylko teatr. Nie przekładałam siebie na ekran. Wydawało mi się, że świat filmowy jest poza mną. Idzie się do szkoły teatralnej z przekonaniem, że będzie się potem aktorem teatralnym, a nie filmowym. Będąc jednocześnie w Krakowie myśli się o tym, tym bardziej.
Tobie zdarzył się też falstart. Zaczęłaś od zupełnie innej szkoły, innego kierunku.
To prawda, poszłam na Uniwersytet Warszawski i w ogóle nie myślałam, żeby iść do szkoły teatralnej.
I po dwóch latach Ci się odmieniło..?
W pewnym sensie. Inna sprawa, że ja zawsze myślałam o aktorstwie. Były inklinacje, ale brakowało wyobrażenie sobie siebie w takich okolicznościach. Wydawało mi się to niemożliwe, że idę i dostaję się do szkoły teatralnej. Był to dla mnie wtedy abstrakcyjny, oderwany od rzeczywistości pomysł. Poszłam więc na Uniwersytet. Ale popatrzyłam, jak to wygląda i podjęłam kolejną decyzję. Ja muszę pewnych rzeczy doświadczyć, żeby wiedzieć. Okazało się, że był to najlepszy czas, aby pójść jednak drogą aktorstwa.
Na Uniwersytecie studiowałaś tymczasem germanistykę...
Po prostu bardzo szybko nauczyłam się tego języka, choć nie wiem dlaczego...
Może jesteś zdolna..?
No, ale angielski już mi tak łatwo nie przyszedł. W moim odczuciu język niemiecki ma w sobie coś tak logicznego, że opanowałam go w ciągu roku, zdałam z niego maturę i dostałam się na studia. Przydał się zresztą, kiedy grałam ostatnio w niemieckim filmie.
Czyli..?
To komedia w reżyserii Larsa Jessena pod tytułem "Hochzeitspolka" czyli "Weselna polka", do którego zdjęcia zakończyliśmy w grudniu. Pracowaliśmy na planie ponad dwa miesiące. Gram z gwiazdą niemieckiego kina Christianem Ulmenem, który wciela się w rolę mojego niemieckiego narzeczonego. Ja jestem z kolei jego polską dziewczyną. Historia jest o tym, jak to jednak chciałam Niemca...
Ale Twoja bohaterka nie nazywa się Wanda..?
Nie, Gosia. I jest w nim naprawdę zakochana.
Masz, podobnie, jak Agata Buzek, niemieckiego agenta?
Nie. Pojechałam na casting do Berlina i dostałam tę rolę. Akurat pasowałam, ponieważ reżyser wyobrażał sobie Polki tylko jako drobne brunetki z dużymi oczami.
Próbowałaś walczyć z tego rodzaju i w ogóle polskimi stereotypami, na planie?
Trochę. Generalnie zaufałam jednak reżyserowi. Wiem, to Niemcy opowiadają o Polakach, ale oni również na sobie, z tego co zauważyłam, nie zostawiają suchej nitki.
Film trafi na nasze ekrany?
Są takie plany.
Mówiliśmy już o szkole, o tym co było przed nią. Jak teraz wygląda ta Twoja zawodowa rzeczywistość?
Dla mnie wszystko potoczyło się bardzo szybko. Wiesz, że zagrałam w serialu, który miał ogromną promocję, więc zderzyłam się z tym zjawiskiem dość gwałtownie. W moim przypadku nie było żadnego długofalowego planu, co będę robiła po szkole. To, co się wydarzyło po jej ukończeniu było bardzo spontaniczne. Oczywiście popełniłam kilka błędów, ale też wiele rzeczy było w porządku. Inaczej nie można. Fajnie, że są propozycje. Chyba nie mogłabym zamknąć się tylko w teatrze. Jest we mnie za dużo energii, ciekawości świata. Nie da się oszukać swojej natury.
Jesteś przygotowana na sukces? Po "Randce w ciemno" może on nadejść...
Myślisz, że tak może być...? Są to dwie różne rzeczy. Pierwsza to, czym jest ten sukces dla nas samych, a druga jak wyraża się on na zewnątrz. Oczywiście bardzo bym chciała, żeby ten film spodobał się ludziom.
Jednak w kontekście siebie samej, czujesz się na siłach..?
Moja współpraca z TVN-em przy kampanii promocyjnej "Teraz, albo nigdy" wiele mnie nauczyła jeśli chodzi o wyobrażenie na temat sukcesu. Największe zaskoczenie było na początku, teraz już mnie to nie szokuje.
Jednym słowem, jesteś przygotowana.
Tak, zdecydowanie.
Co byłoby dla Ciebie takim spełnieniem w tym zawodzie?
Rzadko się zdarza, aby poczuć, że zrobiło się coś wyjątkowego, czy to w filmie czy w teatrze. Wyjątkowego dla widzów i dla siebie samego. To kwestia spotkania. Aktorzy, reżyser muszą się ze sobą zgrać, aby uzyskać ten szczególny rezultat. I gdyby tak udało się zrobić taką jedną w życiu rzecz, która zostanie, byłoby to dla mnie ogromną satysfakcją. Oczywiście zdaję sobie sprawę z konsekwencji. Po pierwsze wiąże się to z tzw. sukcesem, no i rodzi się pytanie: co dalej? Tym jednak "martwić" się będę najwyżej później, najpierw fajnie byłoby zrobić taką właśnie jedną rzecz.
Coś, gdzieś majaczy w tym względzie na horyzoncie, jest szansa, że weźmiesz w czymś takim udział?
Jeszcze nie.
Zakończmy zatem przesłaniem do filmowych twórców, że Katarzyna Maciąg jest, czeka, ma predyspozycje i gotowa jest podjąć wyzwanie.
Dokładnie, może ktoś nawet to zauważy i stwierdzi: "...ona jest aktorką!" (śmiech)
Dziękuję Ci za rozmowę i życzę powodzenia.