Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się lub zarejestruj
Stopklatka.pl - Internetowy Serwis Filmowy - Film Kino DVD Wideo Program tv Repertuar kin Konkursy - Dobra Strona Filmu
    
Strona główna » Aktualności » 

Wywiady

Masz uwagę lub sugestię dotyczącą serwisu? Napisz »
  
7 grudnia 2000

Rozmowa z aktorką Lilianą Komorowską oraz Christianem Duguay, reżyserem filmu "Art of War – Zasady walki"


W piątek (8.12) do polskich kin wchodzi film Christiana Duguay "Art of War – Zasady walki" . Spotkaliśmy się z jego reżyserem oraz z jego żoną Lilianą Komorowską, która wcieliła się tym filmie w postać czeskiej agentki.

Grzegorz Wojtowicz: Wyjechała Pani z Polski prawie 20 lat temu. Co dał Pani ten wyjazd jako aktorce?

Liliana Komorowska: Wyjeżdżając na Zachód podjęłam ogromne ryzyko, bo przecież w Polsce było znacznie łatwiej się utrzymać. Jednak uważam, że była to dobra decyzja, ponieważ nauczyłam się tam bardzo dużo. Przede wszystkim języka angielskiego, a dzięki temu mogłam zaistnieć na tamtejszym rynku filmowym. Wyjazd ten był szansą, żeby zobaczyć jak polska aktorka może się sprawdzić w warunkach amerykańskiego przemysłu filmowego. Ja rozpoczęłam swój kontakt z amerykańskim kinem od telewizyjnej opery mydlanej. Bardzo szybko zorientowałam się jednak, że opery mydlane robią z ciebie popularną aktorkę wśród gospodyń domowych i sekretarek, nie dając przy tym praktycznie żadnej satysfakcji zawodowej. Natomiast bardzo łatwo jest wejść w to zbyt głęboko i zostać całkowicie wchłoniętym przez produkcje telewizyjne. Ten epizod telewizyjny dał mi jednak poczucie, że jestem aktorką sprawnie posługującą się językiem angielskim i w związku z tym postanowiłam spróbować swoich sił w kinie.

Grzegorz Wojtowicz: Jak przebiegała Pani dalsza kariera w Ameryce?

Liliana Komorowska: Znalazłam agenta i zaczęłam chodzić na wszystkie możliwe zdjęcia próbne. Wzięłam udział w tysiącach takich zdjęć. Miałam na przykład zdjęcia próbne z Tomem Cruisem do filmu "Koktajl". Byłam tak blisko i jednocześnie tak daleko. Niestety nie wyniosłam z Polski, tak bardzo przydającej się w Stanach, agresywności. Musiałam się jej dopiero nauczyć na miejscu. Musiałam się też nauczyć autoprezentacji. Pamiętałam jak kiedyś Tadeusz Łomnicki uczył nas w szkole teatralnej mówiąc: patrzcie na mnie, jak ja wam zazdroszczę, ze nie mogę tam siedzieć, gdzie wy siedzicie i patrzeć na mnie. W Ameryce aktor jest w sobie całkowicie zakochany i między innymi tym zwraca na siebie uwagę. Ja musiałam się tego nauczyć, że nie jestem tą nieśmiałą studentką zapatrzoną w mistrza, tylko, że jestem właśnie tym mistrzem. Niby wierzyłam w sukces, ale jednocześnie chodziłam do kościoła i chciałam przekupić Boga. To się jednak nie udało. Bo tak naprawdę, to trzeba wierzyć przede wszystkim w siebie, a nie w to, że ktoś ci pomoże. Oprócz castingów, uczestniczyłam równolegle w kręceniu reklamówek oraz w przedstawieniach teatralnych. Ponieważ jednak mam polski akcent, a trudno się go pozbyć, kiedy do Stanów przyjechało się w wieku 25 lat, przepadałam w kolejnych etapach rekrutacji.

Grzegorz Wojtowicz: Rozmawiałem niedawno z Krzysztofem Pieczyńskim, który stwierdził, że Polscy aktorzy i w ogóle inni, którzy nie są rodowitymi Amerykanami, ze względu na swój akcent są skazani na granie ról epizodycznych.

Liliana Komorowska: Tak to niestety wygląda. Ja miałam świadomość, że zanim uda mi się coś osiągnąć w Hollywood, to będę musiała bardzo mocno się napracować. Tam jest system klasowy. Tak jak w Europie jest arystokracja, tak w Hollywood istnieje klasowy system podziału na tych, którzy są ważni i na tych, którzy są mniej ważni. Oczywiście najbardziej lansowaną cechą jest młodość. Tam karierę aktorską robi się w wieku 20 lat, a sukces bardzo szybko przemija. Trzeba przez cały czas trzymać rękę na pulsie. Wydaje mi się, że wprawdzie nie osiągnęłam w Hollywood tych artystycznych szczytów, które sobie wymarzyłam, ale zagrałam główne role w kilku filmach i uważam, że jest to spore osiągnięcie. Poza tym mam to wielkie szczęście, że zakochał się we mnie, zarówno jako w kobiecie, jak i w aktorce, reżyser Christian Duguay, który próbuje znaleźć dla mnie miejsce w swoich filmach. Jest to jednak dość trudne, ponieważ w większości są to filmy akcji, a tam zwykle role kobiece są zredukowane do epizodów. Tak czy inaczej mamy już za sobą pięć wspólnych filmów i ciągle nie mamy dosyć.

Grzegorz Wojtowicz: Pojechała Pani do Ameryki z dyplomem magistra sztuki. Okazało się jednak, że tamtejsi producenci nie przykładają zbyt wielkiej wagi do dyplomów.

Liliana Komorowska: Zgadza się. Oczywiście, jeżeli ktoś myśli o karierze aktora może ukończyć na przykład uniwersytet Yale, ale na ogół ludzie nie tracą na to czasu. Ponieważ producenci zamiast zaglądać w papiery zwracają uwagę przede wszystkim na talent i młodość. Aktorem zdolnym można być z natury, albo po przejściu jednego kursu. Można też na przykład pójść do studium aktorskiego i tam czekać na odkrycie przez jakiegoś znanego reżysera. Na takich aktorów jak James Dean, Paul Newman, Robert De Niro, czy Al Pacino patrzy się jak na zjawiska, ponieważ oni przed kamerą nie mają żadnych zahamowań. A mnie zawsze uczono, którą nogą, w jakim momencie, w związku z tym musiałam się nauczyć siebie od początku. Musiałam się nauczyć tego, żeby być totalnie na luzie i być zakochaną w sobie, a przede wszystkim niczego nie udawać.

Grzegorz Wojtowicz: Czy w związku z tym uważa Pani, że szkoły aktorskie w Polsce nie kształcą dobrze?

Liliana Komorowska: Mnie osobiście to wykształcenie trochę przeszkodziło. Natomiast tak naprawdę, to nie szkoła jest największym problemem, ale kultura i wychowanie, które odebrałam dorastając w Polsce. To na pewno opóźniło mój sukces na amerykańskim rynku.

Grzegorz Wojtowicz: Na planie filmu "Art of War – Zasady walki" miała Pani możliwość pracować z Wesleyem Snipesem. Jak współpracuje się z tak wielką gwiazdą?

Liliana Komorowska: To zależy od jego nastroju i od tego czy przyjdzie punktualnie na plan, bo potrafił spóźniać się nawet dwie godziny. Dzięki temu, że Wesley ma znakomitego dublera, który wygląda prawie tak jak on, mogliśmy kręcić bez naszej gwiazdy. Było to możliwe w przypadku scen kręconych od tyłu, albo z boku. Kiedy chodziło o to, żeby tylko jego kawałek znajdował się kadrze. Większość aktorów nie chce brać udziału w zbliżeniach drugiej osoby. On akurat nie robi z tego problemów jednak nie jest za bardzo punktualny. Jednak Wesleyowi trzeba było to wybaczyć, ponieważ był producentem tego filmu, a więc nie było się do kogo zwrócić z pretensjami (śmiech). Wesley Snipes jest gwiazdą, a w Ameryce bycie gwiazdą jest bardzo obciążające psychicznie. On przebywa stale w otoczeniu piętnastu osób, począwszy od ochroniarza, a skończywszy na osobistym fryzjerze.

Grzegorz Wojtowicz: Czy te zachcianki są na poziomie fanaberii?

Liliana Komorowska: Wydaje mi się, że są to już zwykłe kaprysy. Ale to jest jego prawo, ponieważ zarobił na to ciężką pracą.

Grzegorz Wojtowicz: Jakiś czas temu przeprowadziliście się z Los Angeles do Montrealu. Czym była spowodowana ta zmiana?

Liliana Komorowska: Przede wszystkim zmęczyło nas Los Angeles. Sztuczność tego miasta oraz brak bezinteresowności i szczerych przyjaźni. Drugim równie ważnym powodem było trzęsienie ziemi, które nawiedziło to miasto przed kilkoma laty. Stwierdziliśmy, że nie jest to zbyt bezpieczne miejsce.

Christian Duguay: Nie czułem się tam dobrze. Bardzo przeszkadzało mi, że wszyscy mieszkańcy Los Angeles zatracili umiejętność normalnych kontaktów i wszystkie spotkania odbywają się na poziomie zawodowym. Każdy zastanawia się nad tym, co dana osoba będzie mogła dla niego zrobić, jak wykorzystać w przyszłości tę znajomość. Sądziliśmy, że lepiej będzie dla naszych dzieci jeśli będą dorastać w Montrealu. Zresztą w tej chwili marzymy o tym, żeby przenieść się do Europy, na przykład do Francji.

Grzegorz Wojtowicz: "Art of War – Zasady walki", to przede wszystkim film akcji, ale również obraz, który dotyka poważnego zagadnienia jakim jest manipulacja. Chciałem zapytać w związku z tym, co spowodowało, że akcja filmu została osadzona w Organizacji Narodów Zjednoczonych?

Christian Duguay: Porozumienie handlowe między Stanami Zjednoczonymi, a Chinami jest bardzo istotnym elementem tego filmu. Ponieważ jest to bardzo trudne porozumienie w jego podpisanie zaangażowana jest ONZ. Akcję filmu umieściliśmy w siedzibie tej organizacji, ponieważ sądzimy, że ONZ na przestrzeni ostatnich lat straciła bardzo wiele ze swojego autorytetu i jest całkowicie nieefektywnym molochem.

Grzegorz Wojtowicz: "The Art of War" to podręcznik strategii napisany przez Sun Tsu. Chciałem zapytać czy czytał Pan tę książkę i czy ona czegoś Pana nauczyła?

Christian Duguay: Oczywiście. Jeżeli dobrze poznasz swojego przeciwnika, to walczysz jego sposobem. Możesz go wtedy prześcignąć bez specjalnej walki, tylko inteligencją i dzięki temu być o krok przed nim. Jest tam jeden specyficzny rozdział, który mówi o tym, że aby pokonać wroga trzeba poświęcić jednego ze swoich przyjaciół. Stosowanie tej zasady oczywiście nikomu nie polecam. Ten rozdział jest właśnie cytowany przez Michaela Biehna w ostatniej sekwencji filmu w ciemnych korytarzach ONZ. Chciałem tam uzyskać dramatyczny efekt "Lśnienia" Kubricka. Strach i osamotnienie.

Grzegorz Wojtowicz: Liliana, która jest Polką, gra w Pańskim filmie czeską agentkę. Dlaczego nie chciał Pan żeby grana przez nią bohaterka była Polką?

Christian Duguay: Podjęliśmy taką decyzję wspólnie, ponieważ w poprzednim moim filmie "Misja specjalna" Liliana grała właśnie Polkę i tym razem chcieliśmy od tego uciec. W następnym filmie, który przygotowuję, moja żona ponownie zagra Polkę.

Grzegorz Wojtowicz: Według jakiego klucza dobierał Pan aktorów do filmu "Art of War – Zasady walki"?

Christian Duguay: Wesley Snipes był w pakiecie jako producent filmu. To właśnie on zaproponował mi zrobienie tego filmu. Scenariusz wprawdzie nie był najlepszy, ale po gruntownych przeróbkach udało się z niego coś wycisnąć. Najgorsze było to, że był on napisany dla Chińczyka, tymczasem postać tę miał zagrać czarnoskóry Wesley Snipes. Donald Sutherland jest moim dobrym przyjacielem, a Marie Matiko odkryłem sam. Jest to jej pierwsza duża rola.

Grzegorz Wojtowicz: Na planie każdego ze swoich filmów obsługuje Pan również kamerę. Co daje to Panu jako reżyserowi?

Christian Duguay: Dzięki temu mam przede wszystkim lepszy kontakt z aktorami i dużo łatwiej jest mi bezpośrednio reagować, kiedy taka reżyserska interwencja jest konieczna. W swoich filmach nie zajmuję się wszystkimi elementami składającymi się na zdjęcia, takimi jak oświetlenie, czy kadrowanie, zajmuję się tylko obsługą kamery.

Grzegorz Wojtowicz: Ma Pan na swoim koncie przygotowanie muzyki do krótkometrażowego filmu animowanego "Satanic Question". Czy zamierza Pan jeszcze kiedykolwiek napisać muzykę do filmu?

Christian Duguay: To było ze dwadzieścia lat temu (śmiech). Reżyserem tego filmu był Franco Battista, który był później producentem mojego filmu "Misja specjalna". Oprócz przygotowania muzyki byłem również montażystą tego filmiku dla dzieci. Któregoś dnia wypożyczyłem keyboard i zrobiłem muzykę. Przed laty byłem muzykiem w różnych zespołach rockowych i ta świadomość muzyczna bardzo mi pomaga przy dobieraniu kompozytorów muzyki do moich filmów. Sam już raczej nie zamierzam pisać, ponieważ są tacy, którzy robią to znacznie lepiej. Mam dobrego kompozytora, który działa pod moje dyktando. Jest to Normand Corbeil. Zrobiłem z nim cztery filmy i jestem bardzo zadowolony z tej współpracy.

Grzegorz Wojtowicz: Chciałbym żeby powiedział Pan kilka słów na temat rynku filmowego w Kanadzie.

Christian Duguay: Tak jak wszędzie, również w Kanadzie można zaobserwować dużą przepaść między rozrywkowymi filmami komercyjnymi oraz autorskim kinem artystycznym. W Kanadzie oferowane są bardzo dobre ulgi podatkowe, w związku z tym kręci się u nas sporo niskobudżetowych filmów na wysokim poziomie artystycznym.

Grzegorz Wojtowicz: Czy dużo kanadyjskich filmowców szuka pracy w Hollywood?

Christian Duguay: Jest ich wielu. Hollywood jest mekką przemysłu filmowego i każdy chce tam spróbować swoich sił. Poza tym tak naprawdę jest to jedyne miejsce na świecie, gdzie można zarobić wielkie pieniądze w przemyśle filmowym. Akurat to nas tak bardzo nie interesuje. Bardziej interesuje nas to żeby robić dobre filmy.

Grzegorz Wojtowicz: W takim razie, jakie są Pańskie dalsze plany artystyczne?

Christian Duguay: Robię w tej chwili duży thriller w Alpach. Jest to historia o grupie ludzi, którzy kręcą w Alpach film reklamowy. Jego realizatorzy wynajmują najlepszych snowboardzistów i narciarzy, których zadaniem będzie uciekać przed lawiną. W miejscu gdzie mają kręcić zdjęcia spotykają kilku ukrywających się serbskich zbrodniarzy wojennych, którzy nie są do nich zbyt przyjaźnie nastawieni.

Grzegorz Wojtowicz: Pan sam kręci filmy reklamowe. Co Panu to daje jako reżyserowi filmowemu?

Christian Duguay: Staram się traktować kręcenie filmów reklamowych jako poligon doświadczalny dla wszelkiego rodzaju nowinek: oświetlenia, zdjęć, efektów specjalnych, które później wykorzystuję w filmach fabularnych. Mogę się tam naprawdę wyżyć ponieważ jestem tam jednocześnie operatorem, reżyserem i oświetleniowcem. Jeśli chodzi o scenariusz mojego najnowszego projektu, którego jestem współautorem, to jedna z postaci jest zbudowana na podstawie moich osobistych przeżyć.

Grzegorz Wojtowicz: Na koniec mam pytanie do Liliany. Podobno chce Pani zagrać ponownie w jakimś polskim filmie. Czy otrzymała już Pani jakieś propozycje?

Liliana Komorowska: Propozycji jeszcze nie mam, ponieważ ta idea urodziła się dosyć niedawno. Na festiwal polskich filmów do Montrealu przybył jakiś czas temu Krzysztof Zanussi. Popatrzył na mnie i powiedział: Pani Liliano, czas dla Pani się zatrzymał. Może jednak chciałaby Pani przyjechać do Polski i zagrać w jakimś filmie. Bardzo bym chciała. W Polsce kręci się dwadzieścia pięć filmów rocznie i być może któryś z reżyserów uzna, że warto mi złożyć jakąś ciekawą propozycję.



Dyskusja na forum
Temat:   Rozmowa z aktorką Lilianą Komorowską oraz Christianem Duguay, reżyserem filmu "Art of War – Zasady walki"  »

Nikt się jeszcze nie wypowiedział

Regulamin forum »


Dodaj post

Twój podpis:

Przepisz kod z obrazka:

Jeżeli nie chcesz przepisywać kodu, zarejestruj się.

   Dodaj post


  
NASZE WYWIADY
NASZE ARTYKULY
NASZE FELIETONY
NASZE RECENZJE