Rozmawiał(a): Grzegorz Wojtowicz, 3 lutego 2004
Wybuch gazu przy Alternatywy 4. Rozmowa z Januszem Płońskim
 Janusz Płoński fot. Monika Kamińska |
Po 20 latach Janusz Płoński
powraca z impetem na polski rynek. Napisał scenariusz "Detektywa"
oraz współtworzy scenariusze serialu "Dylematu 5"
. Ma też gotową opowieść o krakowskiej prostytutce, która przyczyniła się do powstania Unii Europejskiej.
Grzegorz Wojtowicz: Mieszkańców bloku przy ul. Alternatywy 4 zostawiliśmy prawie 20 lat temu w momencie kiedy tak zwany "upadek" spowodował, że znienawidzony przez mieszkańców gospodarz domu Stanisław Anioł awansował na kierownika osiedla. Czego możemy się spodziewać po nowych odcinkach?
Janusz Płoński: Nowa seria zatytułowana "Dylematu 5" będzie tak jak jej poprzedniczka opowieścią o sprawowaniu władzy. Teraz wprawdzie żyjemy w zupełnie innych czasach, ale wciąż mamy władzę i mamy poddanych, którymi się rządzi. Próbujemy odpowiedzieć między innymi na pytanie jak się dzisiaj rządzi? Na czym to polega? Jakie są mechanizmy sprawowania władzy? Na ile one się zmieniły, na ile się unowocześniły? Jakimi instrumentami posługuje się dzisiaj władza? W sposób skrótowy i karykaturalny zamierzamy przedstawić współczesną rzeczywistość. Mam nadzieję, że "Dylematu 5", tak jak "Alternatywy 4"
z czasem nabiorą wręcz dokumentalnego waloru i nasze dzieci siedząc kiedyś przed telewizorem ze swoimi dziećmi będą mogły powiedzieć: tak było. Mamy 13 tematów wokół których będą się obracać kolejne odcinki. Jednym z nich jest budowa obwodnicy w pobliżu osiedla. Kolejny dotyczy grasującego po osiedlu seryjnego mordercy. Tematem przewijającym się przez serial będzie na pewno integracja z UE. Pojawiają się także tematy związane z nową rzeczywistością, jak choćby stosunki polsko-niemieckie, przejawiające się w niemieckiej ekspansji na polskim rynku. Dramaturgiczny trzon stanowić będzie pewien biznes, który rozkręcony na początku rozrasta się aż do wielkiego finału. W tej chwili mamy siedem nieźle przygotowanych odcinków. Do napisania zostało sześć. Żeby dostosować się do ogłoszonego przez Andrzeja Serdiukowa, dyrektora Agencji Filmowej TVP, czerwcowego terminu rozpoczęcia zdjęć powołamy specjalny zespół scenarzystów, który pozwoli nam znacznie przyspieszyć.
Przenieśli panowie (Janusz Płoński scenariusz pisze wspólnie z Maciejem Rybińskim
) bohaterów serialu pod inny adres. Czym była podyktowana ta zmiana?
Potrzebowaliśmy rzecz jasna jakiejś cezury. W tym celu zastosowaliśmy dość prosty zabieg. Otóż w pierwszym odcinku nowej serii w bloku przy ul. Alternatywy 4 wybucha gaz. Pękają ściany nośne i blok grozi zawaleniem. Konieczna jest ewakuacja mieszkańców. Z pomocą władz miejskich zostają oni przeniesieni do budynku położonego około stu metrów dalej. Ten nowy blok ma jednak inny adres. Tak oto bohaterowie naszego serialu pokonują drogę od alternatywy do dylematu. Znaczenie tej nowej nazwy objaśnia Józef Balcerek w rozmowie z jedną z sąsiadek: - Proszę sobie wyobrazić, że pani mąż idzie do agencji, takiej co to na każdym rogu są, i tam w salonie na kanapie siedzą cztery alternatywy - ruda, siwa, blondynka i brunetka. Serce się rwie, człowiek by chciał, ale strach. I tu się kończy alternatywa, a zaczyna dylemat. Oprócz Balcerka w nowym serialu pojawi się wielu starych mieszkańców, ale będą też również nowi, charakterystyczni przedstawiciele naszych czasów. Chciałbym bardzo , by rolę gospodarza domu zagrał Janusz Gajos
, czyli dobrze znany z "Alternatywy 4" aparatczyk Jan Winnicki. Sięgamy ponownie po metaforę bloku ponieważ daje ona wspaniałą możliwość stworzenia tzw. próbki reprezentatywnej społeczeństwa. Od dołu do góry i z prawej na lewą. Dzięki temu każdy z widzów znajdzie bohatera, z którym będzie mógł się identyfikować.
Podobno chcecie wyjść naprzeciw wszystkim tym, którzy doszukiwali się w "Alternatywy 4" i będą doszukiwać się w "Dylematu 5" drugiego dna?
Zgadza się. Zamierzamy z Maćkiem wydać książkę, która będzie się nazywała prawdopodobnie "Od alternatywy do dylematu, co autorzy mieli na myśli". Wyjaśnimy tam wszystkie zakamuflowane treści, które często interpretowane są fałszywie. W tamtych czasach cenzura zmuszała nas do tego żeby posługiwać się aluzją. To miało swój urok. Na ścianie wisiał aniołek i trzeba było sobie go zinterpretować na własną rękę. Tamten system zmuszał do myślenia. Na dodatek władza finansowała swoich przeciwników (śmiech).
Wspomniał pan o cenzurze. Zdjęcia do "Alternatywy 4" rozpoczęły się na początku grudnia 1981 roku. Tuż przed wprowadzeniem stanu wojennego. Jak to się stało, że w tak gorącym okresie udało wam się nakręcić serial, który w jawny sposób kpił sobie z ówczesnego systemu?
To chyba było szczęście w nieszczęściu, ale o tym więcej mógłby powiedzieć Maciek Rybiński. Władza zajęta wydarzeniami o wielkiej wadze historycznej zapomniała, że gdzieś tam na Ursynowie czy w odległej hali zdjęciowej kręci się jakiś serial. Mieli świadomość, że Stanisław Bareja
robi kolejną komedię, czyli coś o znikomym ciężarze gatunkowym, i w związku z tym niespecjalnie się tym interesowali. Na planie pojawiały się oczywiście kontrole, a Bareja pokazywał im jakieś fragmenty bez dźwięku, albo dźwięk bez obrazu i po każdej takiej wizycie oni klepali go po plecach i mówili żeby robić tak dalej. To niesłychane, ale zawierucha polityczna, która przetoczyła się tamtej zimy przez Polskę nie miała wpływu na produkcję serialu "Alternatywy 4". Nasze szczęście wiecznie trwać rzecz jasna nie mogło. Problemy zaczęły się w momencie kolaudacji. Przedstawiciele komisji byli zdumieni, że ktoś mógł w ogóle pozwolić na realizację takiego serialu. "Alternatywy 4" powędrowały na kilka lat na półkę. (Pierwsza emisja w wersji okrojonej przez cenzurę miała miejsce dopiero na przełomie 1986 i 1987 roku - przyp. gw).
Zarówno pan jak i Maciej Rybiński spędziliście prawie 20 lat w Niemczech. Po tej przerwie zabraliście się za pisanie scenariuszy "Dylematu 5". Czy o polskiej rzeczywistości jest łatwiej pisać z oddali?
W okresie gwałtownych przemian przyjeżdżałem do Polski co kilka miesięcy. Maciek jeszcze rzadziej. Transformacja obserwowana skokowo robiła naprawdę ogromne wrażenie. Na samym początku pamiętam anteny satelitarne na wszystkich stodołach. Potem hurtownie. Następnie przy drodze pojawili się panowie sprzedający grillowaną kiełbaskę. Potem to zgrzebne stoisko zamieniało się w bar, który nazywał się na przykład Europa. Te przemiany było widać zarówno w Polsce powiatowej jak i tej wielkomiejskiej. Myślę, że takie postrzeganie rzeczywistości z oddali jest naszym atutem. Ludzie zanurzeni w swej codzienności mogą po prostu pewnych rzeczy nie zauważać.
Co ciekawego można zauważyć mieszkając poza Polską?
Zauważyliśmy, że Polska jest dość dziwnym krajem. Z jednej strony mamy ogromne aspiracje, a z drugiej słoma ciągle nam z butów wyłazi. Taka mentalność przekłada się także na produkt telewizyjny i filmowy. Polskie filmy w dużej mierze są prowincjonalne. Realizowane są dla masowego widza w Ostrołęce, Mławie czy Wyszkowie. Nie bierze się w ogóle pod uwagę tego, że taki film mógłby obejrzeć ktoś na przykład w Pradze czy w Berlinie. Brak takiego myślenia wprawia mnie w osłupienie. Obszar grupy docelowej do której adresowane są od lat polskie produkcje wyznaczają koryta Odry i Bugu. Zamykamy się we własnym grajdole i nie chcemy z niego wyjść, ale krzyczymy na cały świat, że jesteśmy wielcy. Takie zjawisko z odległej perspektywy po prostu śmieszy. Zróbmy coś co zainteresuje ludzi mieszkających w innych krajach. Jeden z odcinków "Dylematu 5" będzie na przykład poruszał temat polsko-niemiecki. Może Niemcy kupią chociaż ten jeden odcinek (śmiech). Zupełnie poważnie mówiąc, to serial ten staramy się pisać tak żeby pomimo osadzenia w polskich realiach zawierał on treści uniwersalne i nadawał się do emisji również w innych krajach.
Skąd wziął się w ogóle pomysł na kontynuację serialu "Alternatywy 4"?
Nosiłem się z tym pomysłem ponad 10 lat. Po 1989 roku do Polski zawitała nowa rzeczywistość i chciałem ją po prostu sportretować. Próbowałem zainteresować tym pomysłem ludzi z Telewizji Polskiej. Jednak ówcześni decydenci wytaczali całą listę powodów, dla których nie powinno się tego robić. Wreszcie przychylne ucho znalazłem u jednego producenta. Wydawało mi się, że to był strzał w dziesiątkę, bo producent ów miał pokaźny dorobek. Jego wprawne oko dojrzało w tym pomyśle duży potencjał. Bardzo szybko podpisaliśmy umowę. Na spotkaniu, które odbyło się na początku grudnia 2002 roku, powiedział mi, że muszę przyspieszyć prace nad scenariuszem ponieważ na wiosnę ruszamy ze zdjęciami. Kilkanaście dni później po słynnej publikacji "Gazety Wyborczej" ("Ustawa za łapówkę, czyli przychodzi Rywin do Michnika" - przyp. gw) sytuacja diametralnie się zmieniła.
W pierwszych informacjach dotyczących kontynuacji serialu "Alternatywy 4" mogliśmy przeczytać, że w projekt zaangażowany jest Maciej Ślesicki
.
Nazwisko Ślesickiego, to był chyba jakiś żart Lwa Rywina
, który jakimś sposobem przemknął się do prasy. Poza grzecznościowymi nie odbyły się żadne konkretne rozmowy z tym reżyserem. W tej chwili ciągle nie wiadomo kto mógłby zrobić ten serial. Witold Pyrkosz
powiedział, że reżyserem powinienem być ja. - Niech pan nam nie przeszkadza. My to zagramy. Problem polega na tym, że ja nie mam doświadczenia w pracy z aktorami. Dlatego sam na pewno nie podejmę takiego wyzwania. Może gdybym miał zrobić, to wspólnie z kimś? Wtedy ja bym pilnował meritum, a on pilnowałby formy i chyba byśmy się dogadali. No w każdym razie błędem byłoby poszukiwanie drugiego Barei, bo takiego nie ma. Błędem byłoby także ściganie się z nim. Reżyser, który przyjmie to zadanie, będzie musiał wobec scenariusza pełnić rolę służebną, a nie nadrzędną. I winien poskromić swe ambicje zrobienia własnego filmu haftowanego na tym scenariuszu tylko zrobić ten scenariusz najlepiej jak można. Tak jak to zrobił Bareja.
Po dwudziestu latach przerwy powraca pan z impetem na polski rynek. Scenariusz "Detektywa" [więcej >>>], praca nad polską wersją formatu "The Family" i wreszcie scenariusze serialu "Dylematu 5". A przecież to nie wszystkie pańskie projekty.
Mam jeszcze gotowy scenariusz, który rozgrywa się w 1980 roku i opowiada o krakowskiej prostytutce, która przyczyniła się do powstania Unii Europejskiej. Rzecz nosi tytuł "Kamień z Księżyca". Zachęcam producentów do zapoznania się z nim.